Need for Speed – recenzja (PC)

Daniel Górecki Źródło: FrazPC Game Lab
0 Need for Speed – recenzja (PC)

Need for Speed to jedna z najdłuższych i najbardziej kultowych serii gier wyścigowych na rynku i chyba nigdy nie zapomnę jak wraz z najlepszym kumplem w 1996 roku zagrywaliśmy się w demo pierwszej części, mając do dyspozycji tylko jedną trasę z górskim krajobrazem i jeden samochód - wymarzonego Dodge’a Vipera RT/10 w niebieskim kolorze. Od tego czasu minęły lata, a NfS stał się jedną z najważniejszych i najpopularniejszych marek EA, chociaż seria wielokrotnie zmieniała swoje oblicze i to dość diametralnie. Każdy z graczy ma zapewne swoje ulubione odsłony, a w moim przypadku są to Porsche Unleashed (znana też jako Porsche 2000), bardziej symulacyjna podseria Shift, dla której zainwestowałem nawet w kierownicę oraz Underground, czyli dwie części bazujące na popularności filmów Szybcy i Wściekli.

need_for_speed_-_recenzja_11_

Tak czy inaczej, nie da się ukryć, że w ostatnim czasie Need for Speed stracił na popularności i przy okazji tożsamości, za bardzo odchodząc od swoich korzeni (podserię Shift traktuje jako spin-off). Co prawda marka trafiła w międzyczasie w ręce utalentowanego studia Criterion Games, które dostarczyło całkiem przyzwoity remake Hot Pursuit oraz Most Wanted, ale te nie do końca spełniały oczekiwania fanów, podobnie jak wydane przed 2 laty bardzo przeciętne Rivals, za które odpowiadało Ghost Games. Studio to postanowiło jednak odkupić swoje winy i wrócić do korzeni, może nie do samych początków, ale momentu szczytu popularności wyścigów EA, czyli podserii Underground. Co więcej, nowy Need for Speed nie otrzymał żadnego podtytułu, czym twórcy podkreślają, że mamy do czynienia z nowym startem, który przywrócić mam ten tytuł na szczyt. Cel był bardzo ambitny, ale czy udało się go zrealizować, czy też może ktoś żeruje jedynie na naszych sentymentach?

Od samego początku czujemy, że nowy NfS bazuje na tych samych założeniach, co odsłony wydane przeszło 10 lat temu. Jeśli więc lubicie klimat nocnych nielegalnych wyścigów oraz grzebanie w garażu, to poczujecie się jak w domu. Szkoda tylko, że jak zwykle spartolono temat fabuły … zdaję sobie sprawę z faktu, że wyścigi samochodowe to jeden z tych gatunków, w których element ten odgrywa najmniejszą rolę, ale jeśli twórcy wciskają go na siłę, a potem zmuszają nas do oglądania tak wielu „filmików”, to wypadałoby go zrealizować zdecydowanie lepiej. Niejednokrotnie czułem zażenowanie oglądając to, co dzieje się na ekranie, a nie było chyba scenki, w której powstrzymałbym się od epickiego facepalma. Rozumiem, że twórcy chcieli uchwycić tu swoisty „ziomalski” klimat, ale wyraźnie przesadzili z nieustannym przybijaniem „żółwika”, infantylnymi dialogami i piciem popularnego napoju energetycznego.

need_for_speed_-_recenzja_12_

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że całość nagrano z żywymi aktorami, przez co (o ironio!) wypada jeszcze bardziej nienaturalnie niż gdyby zdecydowano się na cut-scneki na silniku gry. Dialogi są po prostu czerstwe, postaci przerysowane i nad wyraz rozentuzjazmowane (chyba od tych napojów), a jak zaczniecie się przyglądać temu, co dzieje się w tle, choćby na licznych imprezach, to w ogóle dojdziecie do wniosku, że oglądacie jakiś młodzieżowy serial od Disneya, a nie spotkanie wyjętych spod prawa zakapiorów biorących udział w nielegalnych wyścigach. Jedyną ciekawostką jest okazjonalne pojawianie się w scenkach przerywnikowych znanych w środowisku motoryzacyjnym postaci, jak Ken Block, Magnus Walker czy ekipa Risky Devil. Lepiej więc szybko zapomnieć o tym elemencie i skoncentrować się na samym ściganiu, chociaż nie jest to wcale takie łatwe, bo fabuła często o sobie przypomina natarczywymi wręcz SMSami i telefonami od znajomych, w trakcie których musimy wysłuchiwać kiepskich monologów (bo nasza postać jest oczywiście niema).

need_for_speed_-_recenzja_13_

 

Strona 1 z 3

Podobne artykuły

Komentarze

Brak komentarzy dla tego artykułu.

Napisz swój komentarz

Pole nieobowiązkowe