Sacred 3 – recenzja

Karolina Majchrzak Źródło: Własne
0 Sacred 3 – recenzja

Jak się już pewnie zorientowaliście po moich dotychczasowych recenzjach, to chociaż przez ostatni rok wyrosłam na „specjalistkę” od indyków i przygodówek, zawsze miałam wielką słabość do hack’n’slash, która pochodzi jeszcze z czasów pierwszego Diablo. Przecież nie ma lepszej metody na rozładowanie wszystkich stresów życia codziennego, jak wybranie swojej ulubionej postaci i wybicie za jej pomocą setek albo nawet tysięcy wrogów, bo przecież w tym gatunku trup ściele się gęsto.

 

Kiedy więc wybiła godzina premiery trzeciej odsłony Sacred, pierwsza ustawiłam się po nią w kolejce (no może troszkę wyolbrzymiam, ale nie za bardzo …), bo już po poziomach testowych było wiadomo, że dostanę to, co lubię najbardziej. Tym razem postawiłam jednak na konsolową wersję gry, a dokładniej tę na Xboxa 360, bo na stare lata człowiek robi się bardzo wygodny i jeśli musi wybierać między wygodną kanapą i nie do końca wygodnym krzesłem przy biurku, to bez wahania decyduje się na to pierwsze.

1_22

 

Wracając jednak do meritum, już na początku zaznaczę, że moim zdaniem przynależność serii Sacred to gatunku hack’n’slash nigdy nie była tak oczywista jak przy najnowszej odsłonie. Twórcy od zawsze uznawali swoje dzieło raczej za action RPG, podkreślając jego aspekt fabularny, ale przy najnowszej części powinni to sobie raczej darować – nie bez znaczenia jest tu pewnie fakt, że za Sacred 3 odpowiada już Keen Games, a nie jak dotychczas Ascaron Entertainment. Tak czy inaczej, jakaś historia tutaj oczywiście jest, więc wypada się jej przyjrzeć chociaż przez chwilę – swoją drogą chętnie ją sobie odświeżę, bo w ferworze walki zupełnie mi umknęła …

 

Żeby się w tym wszystkim nie pogubić, trzeba od razu zaznaczyć, że najnowsza odsłona kontynuuje wątki z Sacred Citadel, czyli chodzonej zręcznościowej bijatyki studia SouthEnd Interactive osadzonej w świecie Sacred, a nie drugiej części tej gry. Jak to zatem leciało? Zły lord Ashen postanawia sprzymierzyć się z demonami, żeby zdobyć legendarny artefakt, za pomocą którego można otworzyć bramy do podziemnego świata – strażnicy Serca Ancarii, bo o nim właśnie mowa, przez całe wieki pilnowali swego cennego skarbu, jednak pamięć on nich praktycznie wyginęła, więc potrzeba nowych bohaterów skłonnych ocalić Ancarię. Tu do akcji wkracza czterech potężnych wojowników i jak się łatwo można domyślić, my pokierujemy losami jednego z nich.

2_21

 

Strona 1 z 4

Komentarze

Brak komentarzy dla tego artykułu.

Napisz swój komentarz

Pole nieobowiązkowe