Secret Files Tunguska (iOS) – recenzja

Krzysztof Żołyński Źródło: Własne
0 Secret Files Tunguska (iOS) – recenzja

Zeszłotygodniowa premiera Secret Files Tunguska w App Store to jednocześnie debiut Deep Silver na platformach mobilnych. Od razu powiem Wam, że bardzo udany debiut. Jako wierny fan przygodówek zakochałem się w tej grze od pierwszego wejrzenia i momentalnie powróciły wspomnienia z czasów, gdy ogrywałem „dużą” wersję. W przypadku wersji mobilnej, Tunguska powraca w pełnym blasku, a perfekcyjna obsługa ekranu dotykowego sprawia, że te 15 godzin, w czasie których odbędziecie niesamowitą przygodę, spędzicie w komforcie.

 

Opatrzność sprawiła, że przed laty miałem okazję zetknąć się z grą, która okazała się dla mnie całkowitym zaskoczeniem, rzecz jasna, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nie ma jednak róży bez kolców, co Tunguska doskonale potwierdziła od chwili pierwszego kontaktu z odbiorcą. Najpoważniejszy problem, jaki miałem z produkcją wydaną przez niemieckie Deep Silver, pojawił się… jeszcze przed uruchomieniem.

 

Zgodnie z moimi przewidywaniami instalacja tytułu przebiegła bezproblemowo. Gorzej było jednak z jego włączeniem. Przekonałem się, że Tajne Akta nie lubią niektórych sterowników do kart ATI, a nade wszystko nie cierpią aktualizacji systemu, pobieranych za pomocą Windows Update. Ile wysiłku kosztowało mnie dojście do chwili, w której zobaczyłem intro gry, wiedzą jedynie moi domownicy, którzy w odstępie kilku godzin dowiedzieli się o mych nadzwyczajnych zdolnościach w rozwijaniu języka, zwanego potocznie łaciną podwórkową. Wreszcie udało się - po serii brutalnych zabiegów pożegnałem wszelkie komunikaty o błędach i z nieukrywaną ulgą zanurzyłem się wirtualnym świecie.

 

sft_screenshot_01_tunguskastation

 

Zacznę od tego, co zainteresowało mnie najbardziej, czyli od fabuły będącej w ścisłym związku z autentycznymi wydarzeniami, które miały miejsce 30 czerwca 1908 roku w środkowej Syberii, niedaleko rzeki Kamienna Tunguska. Na terenie tym doszło do gigantycznej eksplozji, której siła równała się tysiącowi bomb atomowych zrzuconych przez Amerykanów na Hiroszimę. Do dzisiaj nie wiadomo, co było przyczyną wybuchu. Następstwa zjawiska były jednakże bardzo ciekawe. Drzewa w promieniu kilkudziesięciu kilometrów zostały całkowicie połamane, wstrząs sejsmiczny w epicentrum katastrofy dało się odczuć na innych kontynentach, a w nocy, kiedy doszło do eksplozji, niebo nad Europą było tak jasne, że czytanie gazety bez pomocy lampy nie nastręczało absolutnie żadnych kłopotów. Nurtujące, nieprawdaż? Z takiego też założenia wyszli twórcy gry, którzy na podstawie tunguskich wydarzeń stworzyli swoją pierwszą poważną przygodówkę.

 

Główną bohaterką opisywanego dzieła jest zamieszkała w Berlinie Rosjanka, Nina Kalenkowa. Ta dwudziestoparoletnia, płomiennowłosa dziewczyna jest córką Wladimira, znanego naukowca, który u schyłku kariery zatrudnił się na ciepłej posadce w lokalnym muzeum. Pewnego dnia w niejasnych okolicznościach ojciec naszej podopiecznej zniknął, zostawiając w swoim biurze gigantyczny bałagan. Prowadzona przez nas bohaterka najpierw zadzwoniła na policję, ale zniechęcona arogancją służb państwowych postanowiła w trybie natychmiastowym rozpocząć poszukiwania rodziciela na własną rękę. Bezinteresowną pomoc okazał jej przystojny Max Gruber, jeden z muzealnych stażystów. To właśnie tą parą dane jest nam przejść przez całą grę, obfitującą w niesamowite zwroty akcji i emocjonujące momenty. Naraz możemy kontrolować tylko jedną postać - zazwyczaj jest nią Nina. W paru momentach jednak dane jest nam wcielić się w skórę nieco lalusiowatego adoratora pięknej dziewczyny, a w jednym szczególnym wypadku przełączamy się pomiędzy członkami naszego dreamteamu, by nawiązać między nimi współpracę i popchnąć akcję do przodu.

 

sft_screenshot_05_train

 

Kluczowym aspektem niemal każdej przygodówki jest fabuła. Opowieść, z jaką mamy do czynienia w Tungusce, to kawał świetnej historii, która spokojnie mogłaby posłużyć do nakręcenia całkiem niezłego filmu kryminalnego, zahaczającego momentami o klimaty science-fiction. Mamy tu morderstwa, niewyjaśnione zagadki, przedstawionych w negatywnym świetle funkcjonariuszy policji i wojska, a nawet członków sekty i technologię pochodzącą od pozaziemskiej cywilizacji. W skrócie: pełny serwis. Co najważniejsze, przejścia pomiędzy kolejnymi wątkami fabuły są płynne i logiczne. W zabawie bardzo przydatne okazują się zapiski w pamiętniku Niny, które nie mają charakteru osobistego, lecz narratorski - doskonale streszczają nasze ostatnie postępy i nakierowują na cele, które powinniśmy osiągnąć w swych kolejnych poczynaniach. A rzeczy do zrobienia jest naprawdę wiele. Podstawą w rozwijaniu akcji są rozmowy z napotkanymi postaciami. W trakcie rozgrywki możemy prowadzić dialogi z kilkudziesięcioma personami - uczonymi, żołnierzami, zwykłymi robotnikami, a nawet pacjentami zakładu psychiatrycznego. Warto też wspomnieć, że w grze nie przewija się żadne zadanie, w którym musielibyśmy zmagać się z upływającym czasem - wszystko da się zrobić na spokojnie.

 

sft_screenshot_04_antarctica

 

Kolejną rzeczą, bez jakiej nie może obejść się pełnoprawna pozycja w oldschoolowym stylu point & click, są zagadki. W Tungusce takowe naturalnie występują, jednak nie natrafiamy na żadną łamigłówkę, której rozwikłanie byłoby trudniejsze od poradzenia sobie z węzłem gordyjskim. Serwowane nam problemy prezentują raczej średni poziom skomplikowania i nawet totalny amator z większością zagwozdek może poradzić sobie bez częstego sięgania do różnorakich solucji. W przypadku poważniejszych kłopotów wystarczy otworzyć pamiętnik Niny - tam znajdujemy cenne wskazówki, które doprowadzają nas do sukcesu w walce z szatańskimi pomysłami twórców zagadek.

 

Osobny akapit postanowiłem poświęcić lokacjom, jakie dane jest nam odwiedzać. Wśród miejsc, w których Nina i jej kompan zostawiają swoje ślady, jest Berlin, Moskwa, wioska nad Kamienną Tunguską, Kuba, Irlandia, Chiny oraz Antarktyda. Przyznacie chyba, że to dość spory asortyment. Mi osobiście do gustu przypadła najbardziej posiadłość Fidela Castro, jedno z nielicznych miejsc, gdzie zabawa nieco się rozluźnia, a napotkane przez nas postacie - tak jak prawdziwi Kubańczycy - żyją pełnią życia, są pełne humoru i od czasu do czasu potrafią sypnąć dowcipnym tekstem. Takie drobiazgi w wielkim stopniu wpływają na klimat produktu i sprawiają, że za wszelką cenę chce się brnąć do przodu, pomimo tego, że zakończenie przygody pozostawia trochę do życzenia.

 

sft_screenshot_06_hospital

 

Uważam, że najpotężniejszym atutem Tajnych Akt jest ich oprawa graficzna. Będziecie oczarowani przepięknie wykreowanymi lokacjami. Warto zagrać choćby tylko dla nich. Tła są po prostu niesamowite. Dokładając do tego doskonałe przerywniki animowane otrzymujemy produkt, który swoim wyglądem przyprawia o szybsze bicie serca, mówiąc wprost: miażdży. Muzyka stoi na przeciwnym biegunie i takiego zachwytu już nie budzi. Podczas naszej podróży poza kilkoma wyjątkami nie słychać praktycznie żadnego ambitnego utworu. Stąd też krótkie słuchanie kubańskich rytmów sprawiło mi wielką radość, co nie zmienia faktu, że na polu dźwiękowym producenci zbytnio się nie popisali.

 

 

Podsumowując - Secret Files Tunguska to bardzo udany powrót kultowej gry przygodowej. Jej producent, niemieckie studio Animation Arts, spisał się doskonale przenosząc rozgrywkę na iPhone, iPad oraz iPod Touch. Ten interaktywny thriller zdobył olbrzymie uznanie i wszedł do kanonu dzięki hi-endowej grafice, przywiązaniu do szczegółów oraz dzięki fascynującej mieszance fikcji i historii związanej z niewyjaśnioną katastrofą tunguską z 1908 roku. Wersja mobilna trzyma poziom swojego „dużego” odpowiednika. Co ważne, ta wspaniała przygoda to jednorazowy zakup w cenie 4.49 Euro, gwarantują dostęp do całej treści i do wszystkich funkcji gry. Secret Files Tunguska na iOS nie oferuje mikropłatności ani kolejnych epizodów dostępnych po uiszczeniu dalszych opłat. Polecam!

Komentarze

Brak komentarzy dla tego artykułu.

Napisz swój komentarz

Pole nieobowiązkowe