LUT 18 RECENZJA

Elder Scrolls V: Skyrim

Krzysztof Żołyński

0
Skłamałbym gdybym powiedział, że "gra opowiada historię", bo poza krótkim wątkiem głównym, to gracz tworzy historię. Historię Dovahkiina, legendarnego zabójcy pożeracza światów - Alduina. Akcja ma miejsce dwieście lat przed wydarzeniami z Obliviona, otrzymujemy możliwość eksploracji mroźnej i górzystej prowincji Skyrim, w której to toczy się konflikt pomiędzy Imperium i Gromowładnymi.

Po ukończeniu krótkiego i oskryptowanego tutoriala, gdy wychodzimy z podziemi, ciężko nie dojść do wniosku, że ratowanie świata może poczekać, nawet kilkaset godzin. Dlaczego? Cóż, kreacja dużego świata to nie problem - już w Daggerfallu świat był równy wielkością obszarowi Wielkiej Brytanii, i jak dobrze wiemy nie wyszło mu to na dobre. Jednak w tej grze, świat ma zawartość, coś czego brakuje większości RPG-ów wydawanych w ostatnich latach. Bez względu na to czy udamy się na południe, północ, wschód czy zachód, to możemy być pewni, że znajdziemy tam nowe miasto, poznamy bolączki kolejnych NPC, znajdziemy potencjalnego małżonka, towarzysza broni, bądź też smoka i natkniemy się również na jedno ze stu pięćdziesięciu podziemi. Co istotne, każde z nich zostało ręcznie zaprojektowane przez designerów, więc backtracking który dotyka gier tego rodzaju jest ograniczony od minimum. Świat gry jest otwarty, więc gdy widzimy w oddali zarys ruin starożytnej świątyni, to najprawdopodobniej można do niej wejść i ją zbadać.

Pod względem graficznym, jestem zaskoczony. Nie spodziewałem się, że z silnika Obliviona można jeszcze tyle wycisnąć. Grać można komfortowo z kamerą zza pleców bohatera - zostało to dopracowane, a fauna i flora wygląda wtedy naprawdę zjawiskowo. Oczywiście, nie ma co się doszukiwać cudów, to wciąż ten sam silnik, więc tekstury nie są tak szczegółowe jak u konkurencji, jednak engine został przystosowany do czasów współczesnych, i korzysta z najnowszych technologii. Cząsteczki śniegu opadające na ziemię podczas wiecznej zamieci wyglądają przepięknie, a te refleksy światła... Na uwagę zasługuje warstwa artystyczna grafiki. Znając mapę Cyrodill, przed odpaleniem gry obawiałem się monotonii całego terenu, skutego lodem oraz wszechobecnych gór, jednak mile się rozczarowałem. W grze znalazło się miejsce zarówno na mokradła wokół Riften, jak i klify przy Solitude, same miasta też znacząco się różnią od siebie. Wichrowy Tron swymi ogromnymi kamiennymi murami przypomina mroźne Winterfell z Gry o Tron George'a Martina, natomiast po wielkości lochów Samotni od razu widać, że jest to miasto należące do Imperium.

Skyrim jest grą przed którą można spędzić dużo czasu, lecz autorzy dialogów nie spisali się najlepiej obdarowując nas monotonnymi wypowiedziami i choć tekstu i aktorów jest zdecydowanie więcej niż w Oblivionie, to niestety już po paru godzinach gry powtarzające się kwestie, zaczynają denerwować.

Jak na rasową grę przystało, Skyrim wyposażono w wiele rodzajów questów. Mamy tu questy wątku głównego, które stanowią podstawę fabularną gry. Istnieją też questy poboczne, które znakomicie uzupełniają główne wątki, a czasami są zdecydowanie ciekawsze i zawierają rozmaite smaczki, a ich ukończenie często daje nam dostęp do unikalnych dóbr oraz umiejętności. System Radiant Story dostarcza nieskończoną ilość zadań typu, pójdź zabij, przynieś i oddaj. Rzecz jasna nie są one wielce interesujące i powtarzalne, a nagrody też nie bywają wysokie. W każdym razie - nie sposób się nudzić.

Skoro został wywołany temat nagradzania i ekonomii, jako takiej to muszę powiedzieć, że moim zdaniem troszkę się tu twórcy zagubili. Na początku gry nie posiadamy żadnych pieniędzy, jednak już po paru godzinach rozgrywki nasze dochody, są tak ogromne, że stać nas dosłownie na wszystko w grze, i poza treningiem umiejętności, nie są nam oferowane żadne usługi, na które warto by wydać swoje pieniądze. Podnoszenie itemów i ich sprzedaż też została potraktowana przez twórców po macoszemu, nie przeprowadzono odpowiednich obliczeń i efekty tego są widoczne w rozgrywce. W późniejszym stadium gry nie możemy zwiedzić całej lokacji ze względu na to, że po połowie wyprawy musimy wracać się do sklepu, aby sprzedać zebrane przedmioty. I to nie do jednego sprzedawcy, mają oni bardzo mało złota, co skutkuje absurdalną sytuacją - musimy odwiedzić każdego większego kupca, aby spieniężyć swój dobytek .

Najbardziej komiczną jest sytuacja, gdy gramy jako złodziej, bo w całej gildii znajduje się tylko jedna osoba, która skupuje towary, przez co więcej czasu spędza się czekając, aby paser odnowił swój zasób złota, aniżeli grając.

Widać, że twórcy włożyli wiele wysiłku w system walki, jest on bardzo dobrze zrealizowany. Gdy walczymy, czujemy że toczymy z kimś potyczkę a nie gramy w Simsy. Leje się posoka, trup ściele się gęsto, a sam fakt zadania ciosu przez gracza jest nad wyraz wiernie ukazany. W grze zaimplementowano ciosy kończące w walce w zwarciu, więc gdy poziom życia wroga spadnie, mamy szansę na zakończenie jego żywota efektownym finisherem, którym to może być dekapitacja delikwenta, bądź też odrąbanie kończyny.

Sposób trenowania umiejętności niewątpliwe jest bardzo naturalny - tak jak w życiu, rozwijamy umiejętności poprzez praktykę, jednak choć w życiu sprawdza się to nie najgorzej, to w grze jest bardzo podatne na exploitowanie, i tak też po zrobieniu stu sztyletów z żelaza, potrafimy wyprodukować smoczą zbroję, której nie powstydziłby się niejeden mistrz kowalski.

Jeżeli chodzi o sam balans klas to jestem zadowolony, można grać zarówno wojownikiem jak i łucznikiem, magiem, czy też skrytobójcą i wszystkie drogi są odpowiednio dobre. Jak już wspomniałem gra oczywiście nie definiuje odgórnie naszej klasy, więc równie dobrze możemy być wojownikiem trzymającym miecz w jednej ręce a w drugiej tarczę, po czym w środku starcia zmienić zdanie i zamienić swą broń na kostur magiczny i topór, radząc sobie tak samo dobrze.

Sądzę, że najbardziej rozczarowującą częścią Skyrim są smoki, mimo tego, że Todd Howard twierdził, że zachowania smoków są losowe, to koniec końców starcia Dovakhiina ze smokiem są bardzo schematyczne - należy go ostrzelać, po czym uziemić i wreszcie dobić. Proste? Proste! Po zabiciu smoka nie odczuwam żadnej satysfakcji.

Podsumowując - lekarstwem na rzeczy niedopracowane będą z pewnością patche, ale przede wszystkim mody. Widać, że community modderów skupione wokół Skyrima jest bardzo aktywne, a po udostępnieniu Creation Kit, sytuacja uległa poprawie i pojawiają się coraz ciekawsze rozwiązania. Grałem na konsoli, a więc nie odczuwałem tego bólu, ale wiem, że bez SkyUi (zmienia interfejs na bardziej przystosowany do potrzeb gracza pecetowego) zabawa na komputerach byłaby katorgą, ze względu na zupełne zignorowanie tego aspektu przez deweloperów. Cały interfejs był robiony pod konsole i nikt nie zadał sobie trudu, aby choć trochę go dostosować dla grających na PC. Oczywiście jest cała masa innych wartościowych modów, ale dobierzecie je sami. Chciałbym jeszcze tylko dodać, że Skyrim to świetna gra. Jako całość leje konkurencję na głowę, a po ostatnich notowaniach w rozmaitych rankingach za 2011 rok, widzę że nie jestem odosobniony w tym poglądzie.
Plusy
- Klimat
- Muzyka
- Mimo wszystko smoki
- Zadania
- Walka
- Świat gry
Minusy
- Ekonomia
- Walki ze smokami
- Drobne wpadki

Przejdź do encyklopedii:

Komentarze

Brak komentarzy dla tego artykułu.

Napisz swój komentarz

Pole nieobowiązkowe

Przepisz kod

Przeładuj obrazek

Najnowsza wideorecenzja

Zobacz pozostałe

Najnowsze trailery

zobacz wszystkie

Sorcery: Świat Magii - polski zwiastun 2:35
Minecraft: Xbox360 Edition 0:29

The Last of Us: Joel and Ellie Truck Ambush 1:36
Hitman: Sniper Challenge Launch Trailer 1:47