KWI 22 RECENZJA

Art of Murder: Karty Przeznaczenia

Krystian Machnik

0
Na pytanie "Z czym kojarzy ci się firma City Interactive?" większość odpowiedziałaby, że z marnymi strzelankami, produktami kończącymi się w 2 godziny po zakupie. Mniejsze grono odbiorców wie, że od kilku lat ta warszawska firma specjalizuje się w gatunku dość niszowym, żeby nie powiedzieć zapomnianym. Chodzi o tak zwane przygodówki, rzecz jasna. Jeszcze nie tak dawno zdawało się, że ich czas mija bezpowrotnie, aż tu nagle zaczęły wracać. To powrót w starym stylu, ale kiedy chce się być za bardzo "oldschoolowym", wówczas staje się to żałosne. Jak na tym tle wypadła jedna z najnowszych produkcji CI? Przekonacie się z tej recenzji.

Art of Murder: Karty Przeznaczenia jest już trzecią odsłoną serii, która po części kontynuuje fabułę poprzedniczek. Jak zawsze nasza zupełnie zwyczajna bohatera, agentka FBI Nicole Bonnet, zupełnie przez przypadek (i z własnego samozaparcia) podejmuje się nowego zadania. Urlopowiczka Nicole dostaje paczkę w której znajduje śrubę, żarówkę i gazetę. Zwyczajne przedmioty, które zapoczątkowują całą historię. A początek ten brzmi równie niedorzecznie, co niemalże cała fabuła gry. Na gazecie, którą znalazła w paczce zaznaczono nazwisko agentki oraz słowa "serial killer", z kolei śruba (która jest zardzewiała i trzeba ją najpierw oczyścić) nosi na sobie niewidoczny gołym okiem ciąg cyfr i liter. Fakt, większość śrub ma na sobie jakieś oznaczenia, choćby rozmiar przedmiotu, ale to nie przeszkadza Nicole w nabraniu podejrzeń, że coś tu jest nie tak. Żeby było jeszcze "ciekawiej", na żarówce (która nie jest zardzewiała, tak dla odmiany) również jest ciąg znaków. W odszyfrowaniu go pomaga nam niejaki Wang, technik, kolega z pracy Nicole. Ten irytujący i nieco zbyt mocno napalony na główną bohaterkę azjata dochodzi, że takie żarówki montowano w starych kinach, takich jak jedno nieopodal. Korzystając z najzwyczajniejszych przedmiotów i wybitych na nich numerach, nieznany zabójca przekazuje Bonnet wiadomość, która brzmi mniej więcej tak: "przyjdź do kina". Dalsza część gry to w głównej mierze kontynuacja tego typu nieroztropnych historii w których nikt nie zwróciłby uwagi na takie szczegóły… poza nadnaturalnie spostrzegawczą Nicole Bonnet, oczywiście.

Strona fabularna jest najważniejszą częścią gier tego typu. Niestety, grając w Art of Murder nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że scenarzyści wielokrotnie modyfikowali historię (także w trakcie powstawania samej gry), żeby tylko zmieścić maksymalnie dużo zagadek. Czasem możemy bawić się przez kilka godzin, żeby rozszyfrować wiadomość, która nawet nie posuwa sprawy do przodu. Fabuła jest po prostu oklepana do bólu i absurdalna. Przed przystąpieniem do pisania tej recenzji, specjalnie zapoznałem się z innymi opisami tej gry. Większość recenzentów nie mogła się nadziwić jak wspaniała jest ta historia. A ja, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia co tak ich zadziwiło. Być może jestem odmieńcem, ale w swoim życiu wielokrotnie trzymałem w dłoniach śrubki z różnymi oznaczeniami i nigdy nie przyszło mi do głowy, że ktoś za ich pomocą próbuje mi przekazać wiadomość. A żeby było śmieszniej, pod samym kinem Nicole jest świadkiem morderstwa, co oczywiście (jak się później okazuje) też było z góry zaplanowane. W szlabanie przy torach odkrywa kartę, którą pozostawia na każdym miejscu zbrodni tajemniczy seryjny morderca, stąd tytuł gry.

A to i tak jedynie przykrywka dla "zagadek", które również niejednokrotnie sprawiają wrażenie nieprzemyślanych i wprowadzonych na siłę. Prosty przykład, żeby dostać się na tyły kina, musimy porozmawiać z ludźmi w barze, od których dowiadujemy się że wieki temu ktoś pod ladą chował kluczyki do kraty od okna w łazience, które z kolei wykorzystujemy aby dostać się pod tylne wejście do kina. Brzmi to o tyle skomplikowanie, że każdy z nas w podobnej sytuacji po prostu poszukałby płotu przez który można przejść. Szczególnie, że takowy jest dobrze widoczny i to niedaleko okienka z barowej łazienki. Ale to jest co najwyżej irytujące, gorzej gdy coś denerwuje. A takich rzeczy też nie brakuje, na przykład w systemie łączenia przedmiotów. Art of Murder jest grą typu point&click, więc wszystko odbywa się poprzez przeciągnięcie jednego przedmiotu na drugi - standard znany z większości przygodówek tego rodzaju. Lecz i tu twórcy zawalili sprawę, bo wszystko musimy zrobić dokładnie według ściśle określonego schematu, a mówiąc inaczej - tak jak to sobie twórcy zażyczyli. Nie możemy więc użyć jednego dopóki nie podniesiemy innego, nawet jeśli nie ma pomiędzy nimi powiązania. Niekiedy przedmiotów w ekwipunku jest naprawdę dużo, więc kiedy zaliczamy zastój, sprawdzamy możliwość połączenia lub przyłączenia wszystkich przedmiotów, wykonujemy jeden ruch i ponownie sprawdzamy przedmioty. To powoduje, że kiedy nie wiemy co zrobić, gra staje się podwójnie nieprzyjemna i odpychająca. Być może nie mam już tyle cierpliwości dla przygodówek, ale w innych produkcjach tego typu naprawdę lepiej rozwiązano tę kwestię. A skoro o przedmiotach wspomniałem, zgrabna Nicole musi mieć bardzo obszerny płaszcz bowiem mieści w nim wszystko, od szklanki z wodą, poprzez zardzewiałą ramę łóżka, a na wiadrze z cegłami skończywszy.

Co do kwestii audiowizualnej. Jest źle, a nawet bardzo źle. O ile do muzyki i dźwięków nie mogę się przyczepić, o tyle do animacji wręcz powinienem. Wszystko co w tej grze animowane, czyli niemal wyłącznie istoty żywe, poruszają się równie zgrabnie co drewniana deska, a na głowie noszą zdrętwiałą twarz i sztywne oczy. Wierzcie mi, to co prezentuje AoM jest reliktem pierwszej połowy zeszłego dziesięciolecia. I o ile w pierwszej odsłonie serii jeszcze mi to nie przeszkadzało, o tyle w trzeciej już bardzo irytuje że twórcy kompletnie nic z tym nie zrobili. Mam nadzieję, że pracownicy City Interactive poważnie wezmą się do roboty przed przystąpieniem do pracy nad kolejną odsłoną. Już teraz mogę powiedzieć, że "Karty Przeznaczenia" to najgorsza część tej sagi i lepiej, żeby kolejna była tylko lepsza. Zresztą, jest takie powiedzenie, że jeśli się nie rozwijasz to się cofasz.

Ale żeby była jasność - mnie Art of Murder 3 nie zachwyciło, co nie oznacza, że jest to gra nie warta złamanego grosza. Owszem, warta, ale jeśli nie jesteś niedzielnym graczem bądź fanem przygodówek to lepiej będzie jeśli sobie darujesz. AoM: Karty Przeznaczenia jest grą średnią z tendencją w dół, więc i średnią ocenę otrzymuje.

Plusy
- Klasyczna przygodówka, bez udziwnień
- Klimatyczne lokacje
- Niektóre wstawki filmowe
- Dobra dla niedzielnych graczy

Minusy
- Oklepana i często niedorzeczna fabuła
- Sposób odkrywania zagadek
- Fatalne animacje postaci
- Psuje dobre wspomnienia po pierwszej odsłonie serii

Komentarze

Brak komentarzy dla tego artykułu.

Napisz swój komentarz

Pole nieobowiązkowe

Przepisz kod

Przeładuj obrazek

Najnowsza wideorecenzja

Zobacz pozostałe

Najnowsze trailery

zobacz wszystkie

Minecraft: Xbox360 Edition 0:29
The Last of Us: Joel and Ellie Truck Ambush 1:36

Hitman: Sniper Challenge Launch Trailer 1:47
Hitman Rozgrzeszenie gameplay - napisy PL 2:33