KWI 08 RECENZJA

Final Fantasy XIII

Łukasz Bernacki

0
Recenzja opublikowana dzięki uprzejmości serwisu www.gamerstation.pl


Pojawienie się na rynku nowej części Final Fantasy od lat stanowi nie lada ucztę dla sympatyków jRPG. Nie ma znaczenia, która część jest Twoją ulubioną, bądź na której się zawiodłeś, gdyż każda kolejna oferuje najwyższą półkę od fabuły, przez system, po oprawę, na wątkach pobocznych kończąc. Nie inaczej jest w przypadku Final Fantasy XIII - pierwszej długo oczekiwanej części w tej generacji konsol. Lata dopieszczania, dostosowania kreatywnych wizji do możliwości sprzętu, zafundowanie najwyższych lotów oprawy AV, na subquestach i pakowaniu postaci kończąc - taki był zamysł zaś praktyka? Większość założeń znalazło swoje odzwierciedlenie w grze, czyniąc z FFXIII bardzo grywalny produkt. Powiem więcej, po kilkunastu godzinach grania "trzynastka" miała nawet szansę na maksymalną notę, jednak sytuacja panująca na rynku jRPG w połączeniu z kilkoma nowinkami skutecznie ostudziły jej zapał do miana najlepszej części.

Graficznie nowy "fajnal" prezentuje wysoki poziom, jednak zapomnijcie o animacji rodem z Uncharted 2, czy ostrych jak brzytwa teksturach z God of War III. Jest solidnie, postaci są wykonane starannie (zapomnij jednak o takich szczegółach jak ślady na piasku), mimika twarzy poszczególnych osób spisuje się na medal - choć nie mogę tego samego powiedzieć o dopasowaniu ruchów ust do angielskiej wersji. Cieszy także złożoność lokacji, w oddali rysuje się sporo ciekawych widoków, z czego szczególnie zapadająca w pamięć panorama pojawiająca się po 20 h gry najbardziej przypomina nam o kolejnej generacji. I pewnie mógłbym przejść do kolejnego elementu, gdyby nie jeden z największych błędów S-E.

Jeśli do tej pory istniała grupa uważająca, że świat tworzony w kolejnych odsłonach jest liniowy do bólu, to tutaj polecam uważać szczególnie cierpiącym na klaustrofobię. Niestety nie ma w tym krzty przesady, bowiem pomimo wspaniałych widoków jesteśmy z góry zmuszani do poruszania się po określonych ścieżkach, które - co najgorsze - są w dużej części gry wąskimi korytarzami bez możliwości choćby najmniejszego rozwidlenia dróg. Obawiam się, że ten element może wiele osób już na starcie zniechęcić do poznania historii…

Skoro zaś o niej mowa, to jest to na pewno jeden z najmocniejszych elementów. Każdy z 6 bohaterów wchodzący w skład drużyny ma swój niepowtarzalny charakter oraz motywy działań popychające oglądane wydarzenia do przodu. Z pewnością nie można tu narzekać na nudę i już po pierwszych paru scenkach chce się śledzić historię do samego końca.

Zbuntowana Lightning wyruszająca na pomoc swojej młodszej siostrze, Snow - założyciel grupy NORA walczącej z wojskiem dążącym do egzekucji niewinnych cywili pod pretekstem przesiedlenia, Sazh - murzyn z afro na głowie, który z początku wydaje się mało poważny, by później zaskoczyć swoją historią. Nie inaczej będzie w przypadku Vanille, Hope i Fang, o których lepiej nie pisać w obawie przed spoilerami. Pewne jest, że twisty fabularne pojawią się niejednokrotnie, zaś związki pomiędzy danymi charakterami czy toczącymi się wydarzeniami pozostawią w geście całkowitego zdumienia nawet, jeśli trafnie odczytamy nadchodzący wątek.

Akcja początkowo dzieje się na planecie Cocoon, gdzie panuje względny ład i porządek. Obok ludzi znajdują się tu tajemnicze istoty fal'Cie, które wybierają mieszkańców do spełnienia zadań określanych jako Focus. Po ich wykonaniu wybrańcy zmieniają się w kryształ i otrzymują nieśmiertelność, zaś jeśli nie podołają zadaniu, to po pewnym czasie zamieniają się w bezmyślne stwory. Żeby było jeszcze ciekawiej, nikt od początku swojej misji nie wie dokładnie jaki jest Focus i sam musi go w sobie odkryć. Tutaj do głosu dochodzi armia, która niszczy wszelkie wytwory fal'Cie. Nie trzeba chyba wspominać, że nasza drużyna będzie miała sporo wspólnego z omawianymi wątkami? W takim razie po resztę zapraszam do gry właściwej. Dodam jeszcze jedną istotną kwestię. Obok głównego wątku oddano nam rewelacyjną encyklopedie nie tylko potworów, lecz także streszczenie najważniejszych wydarzeń z poszczególnych chapterów, historie miejscówek, ludzi, walk - widać, że mocno pracowano nad tym elementem i nie dziwię się, że w tym uniwersum powstaną jeszcze 2 gry. Jest trochę jak w grach Bethesdy - sporo ciekawych rzeczy do czytania, poznawania i ruszenia wyobraźnią, czego brakowało dotychczas.

Oprawa dźwiękowa jest ... inna, co nie znaczy, że nie spełnia swego zadania. Dostaliśmy bardzo zróżnicowany klimatycznie soundtrack: mamy tu stricte finalowe motywy, nie zabrakło też rockowych brzmień, a nawet jazzu. Niemniej jednak Masashi Hamauzu - odpowiedzialny również za ost do FFX - w moim guście podołał zadaniu. Utwory są dobrze dopasowane do rozgrywanych wydarzeń, jednak przez swoje urozmaicenie ciężko mi się przekonać do słuchania soundtracku po wyłączeniu gry, co szczerze mówiąc zdarza mi się pierwszy raz w serii. Minus? Niekoniecznie, choć utwory z pewnością nie będą pamiętane po latach na taką skalę jak perły tworzone przez Uematsu.

System walki i rozwój postaci z każdą częścią zaskakuje nowym podejściem. Nie inaczej jest w "trzynastce". Walka jest bardzo dynamiczna i jej największym atutem jest zmuszanie do bezustannego myślenia. Nie trudno przegrać tutaj walkę, kiedy teraz wystarczy, aby zginął Leader drużyny. Jak dla mnie to największa pomyłka twórców, chociażby przez niemożność stosowania strategii z auto life i innymi wspomagaczami wskrzeszającymi. Walki przez to są trochę łatwiejsze jeśli brać pod uwagę ostatnich najsilniejszych przeciwników w porównaniu do twardzieli z FFX oraz FFXII. Nie zmienia to jednak faktu, że system pozwala rozwinąć skrzydła, a i przy kilku oponentach spłynie nieco potu. Mamy tutaj punkty akcji z Xenogears - postaci wraz z rozwojem doświadczenia zdobywają więcej ruchów na rundę. Im ich więcej, tym pasek na napełnienie zużywa więcej czasu. Tutaj jednak można za pomocą trójkąta przerywać kolejne ataki, dzięki czemu nasza ekipa może tuż po nas wykonać ustalone wcześniej zadanie.

No właśnie - nasza drużyna, bowiem możemy sterować wyłącznie Leaderem, zaś kompani podążają za stosownymi komendami, które im podepniemy. Plusem jest to, że instynktownie uczą się najbardziej opłacanych technik na wroga po użyciu czaru Libra (Scan), automatycznie egzekwując najsilniejsze łańcuchy. Tutaj dochodzi kolejna składowa systemu odpowiedzialna za role w drużynie - tzw. Paradigm.

Ta z kolei dzieli się na Commando - skupiający się na atakach fizycznych, Ravager (magia ofensywna), Medic (magia defensywna, leczenie), Sentinel (czary pokroju Provoke ze wsparciem defensywnym obrony i leczenia), Synergist (magia wspomagająca), czy też Saboteur (negatywne statusy na wroga).

Przed walką możemy ustawić kilka Paradigm dla każdej postaci, zaś w trakcie walki zmieniać w dowolnej chwili (bez straty ruchu) z ofensywnych na defensywne. Ważnym elementem jest tu odpowiednie wachlowanie technikami, gdyż wpływa to na zwiększenie licznika Chain. Gdy ten przekroczy granicę wyznaczającą wytrzymałość przeciwnika, nasze ataki będą kilkukrotnie silniejsze przez pewien okres czasu, zaś w dalszej części gry będzie można nawet blokować kontrataki, lub nie dopuszczać do ruchu wroga. Dodajmy do tego jeszcze Eidelony - znane już pod nazwami Summon czy Aeon z wcześniejszych części magiczne stwory, których przyzwanie powoduje zwielokrotnione straty po drugiej stronie barykady.

Tutaj każda postać ma swojego Eidelona, którego przed zwerbowaniem trzeba pokonać. Przyzwanie z kolei zostawia postać wraz z nowym pomagierem na polu bitwy, zaś w tym czasie, obok zwykłych ataków możemy odpalać określoną ilość specjalnych technik. Możliwości jak widać jest sporo, także każdy bez trudu znajdzie indywidualną strategie walk. Inna sprawa to system rozwoju postaci określany mianem Crystalium. Postaci rozwijamy z poziomu menu, zaś naszym oczom ukazuje się drzewko umiejętności, wymagające od nas stosownej liczby punktów do wykorzystania, rosnących wraz z ilością potyczek. Tutaj też mamy podział na osobne drzewka, które rozwijają poszczególne Paradigm, co jest o tyle istotne, że samemu trzeba dobrze planować poświęcenie zdobyczy punktowych. Twórcy chcieli i tutaj fajnie, ale wyszło bardzo liniowo i w rezultacie w dalszej części gry każdą postacią da się bez trudu napełnić całe Crystalium w rezultacie czyniąc z nich ekspertów w każdej możliwej dziedzinie. Ma to swoje plusy i minusy, ale osobiście jestem zwolennikiem Jobów ograniczających możliwości danej postaci, więc tutaj spodziewałem się bardziej nieliniowego rozwiązania.

Problemem FFXIII jest to, że choć pod prawie każdym względem gra prezentuje wysoki poziom, to jednak wiele jej aspektów da się zauważyć dopiero w późniejszej części gry. System walki i rozwoju postaci choć rozbudowany, to na samym początku nie oferujący nam zbyt wiele - pierwsze 10 h spędziłem na klepaniu podstawowych ataków by później zacząć w końcu kombinować z Paradigm. Podobnie sprawa wygląda z fabułą - na początku wszystko fajnie się zapowiada i wiesz, że chcesz poznać prawdę, jednak wszystko bardzo się ciągnie, by przyspieszyć momentalnie po ponad połowie fabularnej części. Liniowość jeszcze nigdy tak nie ograniczała pola manewru w serii jak tutaj, nie możemy także spać i leczyć się w miastach, gdyż po każdej walce HP się odnawia. Później jednak trafiamy na olbrzymie tereny do eksploracji, które miażdżą pozytywnie swym rozmachem, nie pozwalając oderwać od siebie wzroku. Mało tego, świat żyje własnym życiem, zaś setki questów i nieodłączne Chocobosy tylko czekają na sprawdzenie.

Sporo shockerów, które jednak powinny atakować znacznie wcześniej stanowi o największej wadzie tej pozycji. Podejście to sprawia, że zwłaszcza nowi w temacie mogą szybko zniechęcić się do gry. Jeśli jednak przetrwamy ten eksperyment, to dalej jest już bez zarzutów. Fani przejdą przez omawianą tu historię błyskawicznie (ok. 50 h + poświęcą minimum kolejne kilkanaście godzin na szukanie nowych wyzwań). Biorąc jednak pod uwagę obecny kryzys dosięgający gatunek jRPG, Final Fantasy XIII dzielnie broni się na polu walki, zaś ekipa S-E pokazuje, że można jeszcze wykrzesać z siebie odrobinę geniuszu z okresu złotych lat Squaresoftu. Lata oczekiwania zostały wynagrodzone z nawiązką, zaś nam pozostaje czekać na XIII Versus … oczywiście po solidnym ograniu omawianego tytułu, będącego na tą chwilę w czołówce obecnej generacji jRPG.

Plusy
- fabuła
- oprawa AV
- system walki
- świat w ostatnich rozdziałach
Minusy
- liniowość lokacji
- liniowość systemu rozwoju postaci
- czy wspominałem o liniowości?

Przejdź do encyklopedii:

Komentarze

Brak komentarzy dla tego artykułu.

Napisz swój komentarz

Pole nieobowiązkowe

Przepisz kod

Przeładuj obrazek

Najnowsza wideorecenzja

Zobacz pozostałe

Najnowsze trailery

zobacz wszystkie

Minecraft: Xbox360 Edition 0:29
The Last of Us: Joel and Ellie Truck Ambush 1:36

Hitman: Sniper Challenge Launch Trailer 1:47
Hitman Rozgrzeszenie gameplay - napisy PL 2:33