Risen
Podoba Ci się ten artykuł?
Wobec tak dużych oczekiwań, trudno dziwić się, iż premierze tego tytułu towarzyszył duży szum medialny oraz rozbudowana kampania marketingowa. Wielu graczy zaczęło nawet obawiać się, iż rozgłos wokół tej produkcji nie wróży niczego lepszego od popularnych ostatnimi czasy gierek określanych mianem "Action RPG". Na szczęście najgorsze proroctwa się nie spełniły i Risen istotnie okazał się być solidną grą RPG. Niestety nie do końca taką, jakiej oczekiwali bardziej wymagający fani gatunku.
Wcielamy się w postać płynącego na gapę mężczyzny, którego okręt zostaje roztrzaskany przez wyjątkowo dziwny sztorm. Przed katastrofą, nasz bohater jest świadkiem zdarzenia przypominającego walkę toczoną między dziwnym inkwizytorem, a czymś niewidocznym gołym okiem.
Po zatopieniu naszej łajby, z pasażera na gapę stajemy się bezimiennym rozbitkiem, który budzi się na plaży bliżej nieznanej wyspy. Przyznać trzeba, iż o ile intro trudno nazwać emocjonującym i wybitnym, o tyle takie właśnie rozpoczęcie zabawy buduje całkiem gęsty klimat. Tym bardziej, że naszym pierwszym zadaniem jest wyrwanie wzburzonemu morzu wszystkiego, co tylko ocalało z katastrofy. Niedługo potem przychodzi czas na pierwszą konfrontację, której dokonujemy za pomocą gałęzi, zyskując jednocześnie drób i nadzieję na rychłe odnalezienie ciepłego ogniska.
Nie mija wiele czasu, gdy okazuje się, że wyspa nie jest bezludna. Oprócz różnego rodzaju dzikiej zwierzyny zamieszkują ją też ludzie oraz dziwne stwory. Ci pierwsi to prawdziwie rdzeni mieszkańcy tego zapomnianego przez bogów skrawka ziemi. Jest ich naprawdę sporo, nie tylko względem ilości, ale i gatunków. Na dodatek z większości pozyskać możemy zarówno mięso, jak i cenne trofea. Ludzie przybyli na wyspę w czasach gdy była ona ważnym portem przeładunkowym i za sprawą tajemniczych sztormów utknęli na niej. Niestety nie spotkamy ich zbyt wielu. Oprócz mało znaczących person, obcować przyjdzie nam głównie z bandytami i zwalczającymi ich zakonnikami, na czele których stoi spotkany już przez nas inkwizytor. Potwory zaś pojawiły się na wyspie niedługo przed nami. Z dnia na dzień. Za sprawą świątyń, które po prostu wyrosły spod ziemi. Jak się niebawem okaże, zarówno stwory, jak i my, znaleźliśmy się na wyspie z określonego powodu.
Historię gry zamknięto w 4 rozdziałach. Właśnie ten podział jest źródłem kontrowersji, które budzi ten tytuł zarówno u fanów, jak i krytyków. Risen sprawia bowiem wrażenie gry, na którą zabrakło czasu w połowie prac. Dwa pierwsze rozdziały to liniowa i mało rozbudowana, ale jednak bardzo solidna gra RPG, którą nasycono nie tylko różnego rodzaju zadaniami, ale i wieloma wyzwaniami oraz dużą liczbą dialogów.
Rozdział 3 i 4 to przede wszystkim walka i to walka w niestety najgorszym i zarazem bardzo irytującym wydaniu.
Prosty, liniowy i oparty na nieustannych konfrontacjach model rozgrywki był głównym elementem, którego modyfikacji oczekiwali zarówno gracze, jak i recenzenci w kontynuacji Gothica.
W Gothicu przyjmował on groteskowe formy. Stosunkowo łatwo było tam bowiem wyciąć w pojedynkę całe forty pełne wrażych oddziałów.
W Risenie walka wygląda inaczej. Niestety tym razem przedobrzono w zupełnie inną stronę. Już od pierwszych minut zabawy, gra daje nam na każdym kroku odczuć, że jesteśmy nie tylko koszmarnie biedni, ale i słabi. W przypadku dwóch pierwszych rozdziałów ma to sens. W końcu wcielamy się w obdartusa, którego wyrzuciło morze. Prawie topielca, który jak na grę RPG przystało musi przejść pewną drogę, by stać się przysłowiowym "kimś".
Łatwo jest wtedy przymknąć oczy, na to, że rozgrywka zbyt mocno opiera się na zbieractwie i handlu czym się da oraz stosowaniu różnego rodzaju trików, by oszukać SI nawet tych słabszych wrogów. Bliskość silnych NPC w pobliżu skupisk stworów wręcz sugeruje, iż taktyka polegająca na wabieniu potworów w pobliże przyjaźnie nastawionych postaci jest z wszechmiar słuszna i zamierzona.
Gdy jednak dysponujemy już postacią rozwiniętą i nadal musimy kombinować w przypadku konfrontacji z byle oponentem, zaczyna rodzić się frustracja. Niestety tak właśnie funkcjonuje temat walki w Risenie. Jest to jeden z niewielu tytułów w historii RPG, w którym trudno jest nam odczuć przemianę z zera w herosa. W pewnym momencie niby tym herosem się stajemy, ale i tak jesteśmy…słabsi od większości istot zamieszkujących wyspę.
Sporo uwag można mieć też do liniowości i ogólnej prostoty rozgrywki. Pierwszym problemem jest niewielki świat. Co prawda zagospodarowano go tak gęsto, iż bardzo to nie przeszkadza, ale obiektywnie patrząc, próżno szukać w Risenie klasycznych dla RPG miejsc, w których zaopatrzymy się w super broń, super czary, czy też super składniki alchemiczne. Do dyspozycji oddano kilku handlarzy, którzy w przewadze mają dosłownie to samo.
Wrażenia nie robi też jedyne miasto na wyspie, które ani nie jest efektowne graficznie, ani też pod względem możliwości, czy liczby dostępnych zadań. Wielbiciele realistycznego podejścia nie będą również zachwyceni tym, iż każda postać chętna do handlu kupi od nas dosłownie wszystko i w dowolnej ilości. W Risenie bowiem nawet chłopki-roztropki mają nieograniczone zasoby złota.
Do nazbyt emocjonujących elementów gry zaliczyć trudno również rozwój postaci. Atrybutów jest kilkanaście. Dzielą się na: bojowe, życiowe, magiczne i specjalistyczne. Te pierwsze określają różnorodność ciosów, jakie możemy wyprowadzić danym orężem. Druga grupa determinuje główny charakter postaci (mag, łucznik, wojownik). Inwestycja w jedną z trzech szkół magii zwiększa obrażenia zadawane przez przypisany do niej czar ofensywny. Z kolei atrybuty specjalistyczne umożliwiają nabycie określonych umiejętności, takich jak: oprawa zwierząt, kowalstwo, pisanie run, otwieranie zamków, alchemia etc itd. Postać rozwijamy w oparciu o punkty nauki i złoto. Punkty nauki przyznawane są po każdym awansie. Po odnalezieniu odpowiedniego nauczyciela, płacimy nimi oraz złotem za uzyskanie umiejętności lub podniesienie atrybutu. Atrybuty podnieść można też specjalistycznymi miksturami lub roślinami, które znaleźć można w świecie Risena. Niestety mimo, iż całość brzmi rozbudowanie, w praktyce rozwój postaci nie jest nazbyt skomplikowany. Za sprawą słabego wyważenia gry, większość umiejętności z czasem staje się zbędna, a wartości bojowe nigdy nie są aż tak dobre, jak być powinny.
Wszystko to nazwać można subiektywnymi kwestiami koncepcyjnymi, które mają zarówno swoich fanów, jak i antyfanów. Sporym niedopatrzeniem w zakresie zaopatrzenia i handlu jest jednak brak umiejętności wpływającej na ceny. Niestety zawsze kupujemy i sprzedajemy po sztywnym współczynniku, co jest najzwyczajniej w świecie krzywdzące.
Oprócz kontrowersji koncepcyjnych, zachwytu nie budzi i ogólny arsenał broni, pancerzy oraz czarów. Tych pierwszych jest całkiem sporo, ale w sumie niewiele się między sobą różnią i sprawiają wrażenie stworzonych wyłącznie po to, by zamiast jednego atrybutu opisującego biegłość walki bronią, można było dać kilka. Jeśli chodzi o czary to są bardziej zróżnicowane, ale również jest ich niewiele. Sferę tę rozwiązano tak, iż czarować można bądź z jednorazowych zwojów, bądź też za pomocą run, których użycie wymaga posiadania jednego z trzech kryształów magicznych (odpowiednik szkół magii).Mimo większego zróżnicowania są one niestety gorzej opisane i jednocześnie (podobnie jak broń) za mało potężne na najwyższych poziomach. Pancerzy jest zaś zaledwie kilka i nawet najlepszy z nich nie zapewnia odczuwalnie większej ochrony od…najgorszego.
Risen raczej nie znokautuje nie tylko: fanów realizmu, sympatyków wędrówki od zera do bohatera, amatorów różnorodnego ekwipunku, ale i osoby, którym zależy przede wszystkim na oprawie.
Jak zobaczycie w wideorecenzji, gra wygląda zaledwie przyzwoicie. Szczerze powiedzieć trzeba, iż pod względem scenerii oraz modeli postaci jest wręcz daleko w tyle za nieco leciwym już Oblivionem, czy nawet Morrowindem. Wyjątkową porażką są postacie kobiece, które nie dość że wyglądają tak samo, to są chyba najbrzydsze i najmniej naturalne z występujących we wszystkich grach RPG, w jakie miałem okazję grać w ciągu ostatnich "kilku" lat.
Złego słowa powiedzieć nie można za to o lokalizacji. Jako, że dialogów jest bardzo wiele, zespół lokalizacyjny miał do wykonania trudne zadanie i zadaniu temu podołał. Wielu z Was zastanawia się zapewne w tym momencie skąd te moje pozytywne słowa o Risenie we wstępie, skoro tytuł ten wydaje się być w sumie raczej liniową siekanką z małą liczbą przedmiotów, niezbyt górnolotną historią i średnią oprawą graficzną.
Cóż. Mimo tych wszystkich minusów, Risen jest po prostu wielkim, soczystym kawałem solidnego erpega. Prawdą jest, iż model gry jest w sumie banalny. Prawdą jest też, iż podczas budowy gry, która nie byłaby tytułem "jeden kontra wszyscy" stworzono tytuł "wszyscy kontra jeden-maluczki", prawdą jest także, iż oprawa nie powala, a świat gry nie jest zbyt duży i nie robi wrażenia zarówno ogromem przedmiotów, jak i czarów. Jednak mimo tych wszystkich prawd, Risen okrutnie wciąga.
Źródłem tego "wciągania" jest kilka patentów, które przewyższają wady. W pierwszej kolejności są to dwa bardzo ciekawe i mięsiste rozdziały, w których całe to zbieractwo, handel i kombinowanie z wrogami daje dużą satysfakcję. Dużym plusem jest także możliwość wykonywania questów, których nawet nie uruchomiliśmy. W odróżnieniu od wielu innych produkcji, w Risenie one po prostu są. Jeśli je wykonamy, będziemy mogli poszukać ewentualnego zleceniodawcy i zgarnąć nagrodę. Sporo klimatu dodaje także duże znaczenie umiejętności rzemieślniczych. W początkowej fazie gry szczególnie ważne jest gotowanie, które chyba po raz pierwszy w grach RPG jest istotniejsze dla przetrwania niż mikstury i roślinki. Wszystkie te elementy wiąże ze sobą duża ilość dialogów, zadań i wspominanych już wyzwań, które przez pierwsze dwa rozdziały po prostu przykuwają do monitora.
Kupić, czy nie kupić? Jeżeli uznamy, iż esencją RPG jest odgrywanie konkretnej roli oraz przeżywanie wielu przygód oraz starć z różnymi bestiami, Risena nazwać możemy bardzo solidnym przedstawicielem gatunku. Co prawda z tymi przygodami i bestiami nie do końca jest tak, jak być powinno, ale wątek odgrywania postaci zrealizowano z dużym sukcesem. Risen to tytuł dla osób, którym podobają się charyzmatyczne jednoosobowe RPG-i w stylu Gothica. To tytuł, któremu równie daleko zarówno do siepanek pokroju Action RPG, jak i gier RPG z prawdziwego zdarzenia, pokroju Morrowinda, Obliviona, Wiedźmina, Neverwintera, Baldura, czy też Dragon Age. To coś pomiędzy. Taki wymagający Gothic, który potrafi wciągnąć i dostarczyć kilkunastu dni klimatycznej zabawy.
- Klimatyczne i pełne wyzwań dwa pierwsze rozdziały
- Solidna lokalizacja
- Starcza na długo
- Mimo wszystkich wad i uproszczeń, kawał solidnego erpega
- Wtórne i mało dopracowane modele postaci (szczególnie kobiecych)
- Brak wyrazistych postaci
- Złe wyważenie gry
- Zbyt słaba postać gracza, szczególnie na wysokich poziomach
- Konieczność nieustannego kombinowania, jak oszukać SI, by pokonać poszczególnych wrogów

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.