Tropico 3
Podoba Ci się ten artykuł?
Videorecenzja
Zwolenników doznań audio-wizualnych zapraszam do obejrzenia videorecenzji znajdującej się na końcu tekstu.
Pierwsze Tropico pojawiło się na sklepowych półkach w 2001 roku i zrobiło prawdziwą furorę wśród sympatyków gier strategiczno-ekonomicznych. Mówiąc możliwie krótko, był to symulator dyktatora karaibskiej wyspy, z silnymi przytykiem do niejakiego Fidela C.
Siłą tej produkcji była idealna równowaga między elementami humorystycznymi, które nawiązywały do produkcji Theme, a bardzo dorosłym realizmem.
Równowagę tę osiągnięto poprzez okraszenie Tropico czarnym humorem, który z powodzeniem zastąpił lukierkowate motywy Theme i idealnie połączył się z realistycznym modelem gry.
Jak już wspominałem, gracz wcielał się w rolę dyktatora fikcyjnej wysepki, znajdującej się gdzieś na Karaibach. Zabawę zaczynaliśmy od stworzenia naszej postaci, a dokładnie wyboru cech, które ją opisywały. Pierwsze oznaki realistycznego podejścia znaleźć można było już na tym etapie gry. Nasza postać dysponowała bowiem nie tylko określoną historią, która doprowadziła ją do przywództwa nad wyspą, ale i zaletami oraz…wadami charakterologicznymi.
Zarówno droga prowadząca na salony Tropico, jak i cechy charakteru generowały różnego rodzaju modyfikatory i premie (tudzież kary), które oddziaływały na różne sfery naszej prywatnej wysepki.
Oprócz definiowania postaci, skonfigurować można było też i samą wyspę. Rzecz jasna najlepsza zabawa towarzyszyła trybowi wolnemu na możliwie dużej i losowej mapie.
Po przejściu do właściwej sfery gry, zadbać musieliśmy o szereg różnego rodzaju spraw wagi państwowej. Pierwszym i bez dwóch zdań najważniejszym zadaniem była troska o dochody. Jako, że Tropikanie nie płacili podatków, musieliśmy wygenerować je sami. Do wyboru były cztery sposoby: rolnictwo, turystyka, przemysł, górnictwo.
Rolnictwo należało do sposobów najtańszych, najłatwiejszych i zarazem niezbędnych w rozwoju, ponieważ zapewniało nie tylko pieniądze, ale i żywność dla Tropikan. Uprawiać można było różnego rodzaju dobra (kukurydza, kawa, tytoń, kilka typów owoców). Przy czym kolejny raz kłaniał się w tym miejscu "pomyślunek" i realizm. Poszczególnych farm nie można było bowiem lokować gdzie popadnie, a jedynie w miejscach nadających się pod określoną uprawę. Zadbać poza tym trzeba było o odpowiednią liczbę pracowników, połączenie drogowe i poziomy płac.
W przypadku rolnictwa wymagania ograniczały się w zasadzie wyłącznie do znalezienia miejsca nadającego się pod określoną farmę. Jako, że rolnicy nie musieli mieć żadnego wykształcenia i na upartego owoce ich pracy mogły być transportowane do portu nawet na plecach, nakłady w tę sferę były niemal zawsze dużo mniejsze niż zyski. Problem jednak w tym, iż zyski z rolnictwa wystarczały jedynie na początek. Poza tym cofały społeczność Tropikan w rozwoju, bowiem nie zachęcały do kształcenia.
Inaczej było już z posadami w przemyśle, który był w stanie przetworzyć płody tropikańskiej ziemi na puszki, cygara i innego rodzaju suweniry, za które w porcie otrzymywaliśmy odczuwalnie więcej pieniędzy.
Prawdziwym szczęściarzem (lub cierpliwym w kolejnych losowaniach graczem) był z kolei ten, który mógł oprzeć gospodarkę na przemyśle, górnictwie i najdroższych gałęziach rolnictwa (np. na uprawie tytoniu).
Trafiając na wyspę z łatwo dostępnym złożem złota i dobrymi terenami pod uprawę tytoniu oraz trzciny cukrowej, byliśmy w stanie szybko zapełnić skarbiec Tropiko imperialistycznymi dolarami.
W tym jednak momencie, boleśnie dowiadywaliśmy się, iż pieniądze to nie wszystko. Bardziej rozwinięty przemysł to bardziej wykształceni ludzie. Bardziej wykształceni ludzie to z kolei większe potrzeby i większa samoświadomość.
Niezbędnym zatem stawała się rozbudowa infrastruktury i to nie tylko budowlanej oraz transportowej, ale przede wszystkim komercyjnej, a także socjalnej, w postaci mieszkań o różnym standardzie, przychodni, szpitali, sklepów, pubów, restauracji, kościołów, szkół, uczelni itd.
Nie mijało wiele czasu, gdy okazywało się, iż nawet świetnie zarabiającemu państewku, które na dodatek dysponuje solidnym zapleczem socjalnym i tak daleko do raju. Jak to w życiu bywa, zawsze bowiem znajdą się zawistnicy lub malkontenci, którzy chcieliby coś zepsuć lub najzwyczajniej w świecie zrobić po swojemu.
Ważnym zatem stawała się rozbudowa systemu bezpieczeństwa. Zarówno poprzez wznoszenie baz i strażnic, jak i odpowiednie szkolenia gwardii prezydenckiej i stosowanie różnego rodzaju opresji.
W tym momencie pojawiała się konieczność wyboru. Mając do dyspozycji armię i dobrze opłacanych policjantów, mogliśmy całkowicie ograniczyć swobody wyspiarzy. Następnie obstawić wyspę masztami radiowymi i telewizyjnymi, nadając dzień i noc, jakim to jesteśmy cudownym przywódcą.
Inną opcją było sprawowanie władzy w oparciu o demokrację lub demokrację kontrolowaną. W tym celu mogliśmy korzystać z różnego rodzaju dekretów, które podnosiły lub obniżały poparcie naszej osoby u przedstawicieli danej grupy społecznej, która zamieszkiwała Tropico.
Gdy już nad wszystkim zapanowaliśmy, mogliśmy zaprosić na swoją wyspę turystów, budując plaże, hotele i atrakcje turystyczne.
Na tym generalnie kończyły się (i zarazem zaczynały atrakcje) tej gry. W Tropico bowiem, jak w prawdziwym świecie nigdy nie może być w pełni idealnie i zawsze należy coś skontrolować, usprawnić, poprawić.
Zapewne wielu z Was zastanawia się po co te wszystkie wspominki skoro ma to być recenzja części 3, a nie pierwszej… Zaręczam, iż były one niezbędne. Dlaczego? Dlatego, iż Tropico 3 to w 99,5% kopia części 1. Jedyną różnicą między tymi produkcjami jest oprawa. Tropico 1 zrealizowano w rzucie izometrycznym, Tropico 3 w pełnym 3D.
Inne zmiany widoczne są jedynie w sposobie tworzenia postaci oraz w pojawieniu się kilku nowych budynków i możliwości wygłaszania obietnic wyborczych. Tworzenie postaci to obecnie nie tylko tryb tekstowy polegający na wyborze drogi do władzy oraz cech charakteru, ale i przypominający Simsy edytor wyglądu. Po co ta edycja? Ano po to, byśmy mogli podziwiać naszego avatara w trakcie gry. Teraz jest to możliwe i co więcej generuje określone skutki, np. pobudza wydajność produkcji w wizytowanym miejscu.
Jeśli chodzi o budynki to znakomitą większość mieliśmy już okazję widzieć w Tropico 1. Nowości koncentrują się praktycznie w 100% na turystyce, gdzie dodano szereg nowych atrakcji oraz kilka nowego typu hoteli.
Obietnice wyborcze umożliwiają nam z kolei chwalenie tego, co było dobre w poprzedniej kadencji, obiecywanie wyborcom różnego rodzaju zmian (np. obietnica wybudowania kościoła, która poprawi relacje z klerykałami) i oczernianie kontrkandydatów. Mimo swojej banalności, funkcja ta ma obecnie spore znaczenie w kreowaniu relacji ze społeczeństwem i potrafi istotnie wpłynąć na wynik wyborów.
Cała reszta Tropico pozostała bez zmian i o ile w części 1 było to wystarczające, gdyż rokowało na poprawę w przyszłości, o tyle w części 3 zdradza brak pomysłu zarówno na ten tytuł jak i koncepcje, które uwolniłby tę produkcję od słabych stron jedynki.
Do tych słabych stron należy np. wciąż zbyt ubogi system statystyczno-administracyjny. Mimo pełnego 3D dalej nie mamy jasnego narzędzia, które pomagałoby nam szybko określić, ilu mieszkańców Tropico jest bezdomnych, a ilu przydałoby się lepsze lokum. Narzędzie to rzecz jasna nie musiałoby być precyzyjne, bo takie nie byłoby i w prawdziwym życiu. Niestety nie ma go w ogóle.
Razi również niedoskonały system dystrybucji pieniądza. Nawet w przypadku wysokich zarobków, Tropikan stać nierzadko na zaledwie jedno piwo w pubie na miesiąc. Wynika to z prymitywnego systemu naliczania zysków budynków innych niż produkcyjne oraz z braku jasnej informacji, co wpływa na koszt ich funkcjonowania. Nikt nie wpadł np. na pomysł, by uzależnić koszty stałe lokali rozrywkowych od korzystania np. z alkoholi lokalnych lub importowanych.
Dużym problemem jest też turystyka i budżety turystów. Nawet tych bogatszych stać co najwyżej na hotel i jedną atrakcję podczas pobytu (często jest to płatna plaża), co nijak ma się do rzeczywistości. Nie pomyślano też o czymś takim jak turystyka masowa. W efekcie, czy to statkami, czy samolotami, na wyspę wciąż przybywa góra kilkunastu turystów.
Ostatnią kwestią jest sprawa ustroju. W teorii możemy być każdym, od radykała po socjalistę. Niestety wiele elementów jest socjalistycznych z założenia. Np. służba zdrowia, żywność, czy też religia. Od pierwszej części minęło już 8 lat, a twórcy gry po dziś dzień nie zdołali dostrzec tego problemu.
Ostatnim problemem, który został po części pierwszej jest niejasny system dystrybucji żywności. Mieszkańcy wciąż mogą pobierać żywność bezpośrednio z farm lub z targowisk. Nie mamy jednak najmniejszego wpływu na poziom konsumpcji. Nie wiemy, ile farm generuje odpowiednią ilość żywności do zaspokojenia potrzeb naszej społeczności. Nie umiemy również oszacować wartości potencjalnego eksportu i ocenić dlaczego dane grupy społeczne zużywają akurat tyle pożywienia, ile zużywają…
Kupić, czy nie kupić? Tropico 3 to produkcja zdecydowanie przewyższająca realistycznym podejściem i kompleksowością konkurencję. Ta gra kompletna, wymagająca, z jajem i sporą szczyptą bardzo poważnego spojrzenia na to, o co tak naprawdę w tym świecie chodzi. Jest to też jednak tytuł w 100% wtórny do części pierwszej. Jeżeli graliście w pierwowzór, nie znajdziecie w tej produkcji praktycznie nic nowego. Znając mechanizmy, o które opiera się ta gra, Wasza wyspa bez najmniejszego problemu stanie się oazą szczęśliwości. Jeśli jednak w Tropico nie graliście, będziecie zachwyceni. Ten tytuł jest po prostu bezkonkurencyjny. Niestety tylko dla nowych graczy. Weterani dostrzegą w nim już tylko luki i stare niedoróbki.
UWAGA! Jeżeli nie grałeś w pierwszą część Tropico, dodaj do ogólnej oceny + 1,5.
- Solidna oprawa audiowizualna
- Dobrze funkcjonujący system deklaracji przedwyborczych
- W 100% powiela nie tylko dobre, ale i złe elementy jedynki
- Będzie wyzwaniem jedynie dla graczy, którzy nie mieli kontaktu z pierwowzorem

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.