SIE 03 RECENZJA

Transformers: Zemsta upadłych

Robert Ocetkiewicz

0
Kolejna w ostatnich miesiącach nudna, powtarzalna gra o słabej grafice, która swoją siłę ma jedynie w tytule i licencji znanego filmu. Czy naprawdę potrzebne nam są takie produkcje? Czy na podstawie całkiem dobrej ekranizacji Transformersów nie można było zrobić ciekawej gry na PSP? Okazuje się, że nie.

Dawaj Graczu kasę

Do tego, że gracze wykorzystywani są na każdym kroku, zdążyliśmy się przyzwyczaić. Pełno gier miernej jakości i z niewykorzystanym potencjałem. Za to, że w tytule jest nazwa Transformers przyjdzie nam zapłacić aż 130 zł. Czy to nie przesada? Według producenta nie. Przecież muszą mu się zwrócić koszty wykupionej licencji. Co z tego, że gra jest nieprzemyślana, nudna jak niedzielny obiad u ciotki i zalatuje komercją niczym

Walentynki. Filmowa fabuła

"Transformers: Revenge of the Fallen" to gra akcji, typowy shooter z widokiem z góry. Na początku rozgrywki jesteśmy wprowadzeni w niezmiernie zawiłą fabułę. Otóż złe Deceptikony ponownie przybywają na Ziemię, gdzie chcą pobudzić do życia swojego przywódcę Megatrona, który spoczywa w głębinach oceanu i przy jego pomocy opanować naszą piękną planetę. Do walki z nimi stają Autoboty z Optimusem Primem na czele. Tak w skrócie przedstawia się fabuła z której główne wątki nawiązują do filmu "Transformers: Zemsta Upadłych".

Gra podzielona jest na dwa scenariusze Autobotów i Deceptikonów. Poszczególne misje przeplatają się, toteż w trakcie rozgrywki będziemy raz walczyć po złej, a raz po dobrej stronie konfliktu. Niestety nasza wygrana, bądź przegrana w danej bitwie nie ma żadnego wpływu na fabułę. Wszystko toczone jest według ustalonej wcześniej ścieżki.

Optimus Prime - niezwyciężony lider

Przed każdym zadaniem wybieramy jednego Transformersa, którym przyjdzie nam siać zniszczenie. Każdy z nich określony jest trzema parametrami: wytrzymałością, zwinnością i siłą ognia. Różnią się oni także atakami specjalnymi. Nie jest to może wiele współczynników określających ich zróżnicowanie, ale do takiej rozgrywki jaką zafundowali nam producenci, w zupełności wystarczy. Jak dla mnie najlepszym rozwiązaniem okazała się gra Optimusem Primem, którego wybierałem najczęściej. Ma on największą wytrzymałość i dużą siłę ognia, przez co w walce na dystans jest znakomitą bronią. Dodatkowo teren na którym przyjdzie nam się zmierzyć z przeciwnikami jest dość mały, zatem zwinność i szybkość schodzi na drugi plan.

Power-upy kluczem do sukcesu

Jak to zwykło bywać w tego typu produkcjach po drodze zbieramy różne power-upy, które zwiększają naszą siłę rażenia. Możemy na przykład strzelać potrójną wiązką laserów, używać wyrzutni rakiet, czy nawet być niewidzialnym. To wszystko znacznie pomaga w walce i ważne jest, aby cały czas zbierać udoskonalenia. Bez nich przejście misji jest trudne, a wręcz niemożliwe. Misje z kolei mają dobrze dobrany poziom trudności. Początkowe są dość proste, dalej jednak trzeba się już nieźle napocić, aby je ukończyć. Szkoda jedynie, że zadania są do siebie podobne, niby mamy jakiś tam cel, jak chociażby ocalenie Sama (główny bohater filmu, młody nastolatek, który pomaga Autobotom ratować świat), ale w gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do tego, że musimy dojść do końca levelu i zabić przy okazji jak najwięcej wrogów.

Satysfakcja gwarantowana? Nie tym razem

Istotą w strzelankach tego typu jest również szybka akcja, dużo wybuchów i masa przeciwników do wybicia. Niestety tutaj mamy to wszystko w okrojonej wersji. Nie dość, że satysfakcja płynąca z pokonywania wroga jest znikoma, to jeszcze brakuje widowiskowych eksplozji. Przy każdej misji towarzyszą nam takie same działka i przeciwnicy, co staje się nudne już po dwóch minutach. Ok, czasami zdarzają się walki z bossami, ale niestety są one bardzo proste i opierają się wyłącznie na trzymaniu przeciwnika na dystans.

Uwaga: grać tylko z wyłączonym dźwiękiem

Kolejnym problem gry jest dźwięk. O ile czytane przez lektorów dialogi są dobre i możemy posłuchać przy okazji tych samych głosów co w filmie, to niestety znacznie gorzej jest z efektami. Odgłosy strzałów brzmią niczym te z Comodore 64, są jednolite i nie ulegają żadnym zmianom. Nawet jak korzystamy z innej broni to słychać podobieństwo do poprzedniej. Daje to kolejny argument na to, że gra jest strasznie nudna i nie wzbudza w nas żadnych pozytywnych emocji.

Graficznie też jest słabo

Idąc dalej za ciosem mamy grafikę, którą widać, że twórcy robili w pośpiechu, a bynajmniej nie przywiązali zbytniej uwagi do jej zaprojektowania. Wszystkie lokacje są do siebie podobne, co chwilę mijamy te same budynki i pojazdy (zazwyczaj dwa, trzy rodzaje). Trochę inaczej jest w przypadku misji, które dzieją się na innym kontynencie. Czasami zaskoczy nas śnieg, bądź inne zmieniające się warunki pogodowe. To jednak zdecydowanie za mało, aby mówić o ciekawie zaprojektowanych lokacjach. Poza tym, grafika jest bardzo nierówna, ponieważ podczas misji gdzie dochodzi do pościgów widać bardzo ubogo zaprojektowaną scenerię. Brakuje szczegółów i różnorodności. Mamy ciągłe wrażenie, że poruszamy się po takim samym terenie i jeździmy w kółko. Z kolei przy większej akcji zdarzają się "chrupnięcia" animacji.

Sterowania nie popsuli

Przejdźmy teraz do sterowanie, które w zasadzie na tle pozostałych elementów gry sprawuje się całkiem przyzwoicie. Do poruszania się naszym Transformerem używamy analogowej gałki, przyciski po prawej stronie służą do strzelania, ataku do walki wręcz i wyrzutni rakiet. L i R mają za zadanie obracanie naszą postacią. Moim zdaniem trochę lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie strefowania, ale po pewnym czasie możemy przyzwyczaić się i do tego, co zaproponowali nam twórcy. Jedyny mankament jest taki, że nie można jednocześnie używać górnych przycisków konsoli i wyrzucać rakietami, bądź granatami. Od razu blokuje to naszego robota i sprawie, że musimy na chwilę stanąć i dopiero wtedy rzucać.

Komercyjna kicha

Jak widać, gra ma o wiele więcej wad niż zalet. Najgorszą rzecz w tej produkcji jest to, że jest ona po prostu nudna. Misje polegają ciągle na tym samym, walka z bossami nie daje żadnej satysfakcji, co chwile eksplorujemy podobny teren, a co najgorsze nie możemy podczas gry transformować naszych robotów. Zmieniają się one jedynie podczas używania ataków specjalnych, co trwa dosłownie kilka sekund. Do tego wszystkiego mamy słabą grafikę, mało widowiskowe eksplozje i dźwięk przypominający ten z gier lat 90-tych. Jeśli ktoś chciałbym pograć w dobrą strzelankę na PSP to zdecydowanie bardziej polecam Super Stardust Portable, które nie dość że jest ciekawsze, ma więcej akcji, to kosztuje zaledwie 29 zł.

Plusy
- ciekawa licencja
- głosy lektorskie
- mimo wszystko sterowanie, które na tle całości wypada całkiem dobrze
Minusy
- słabej jakości grafika
- odgłosy walki przypominające gry z minionej epoki
- nudne misje
- niewykorzystany potencjał licencji i scenariusza dobrego filmu

Przejdź do encyklopedii:

Komentarze

Brak komentarzy dla tego artykułu.

Napisz swój komentarz

Pole nieobowiązkowe

Przepisz kod

Przeładuj obrazek

Najnowsza wideorecenzja

Zobacz pozostałe

Najnowsze trailery

zobacz wszystkie

Sorcery: Świat Magii - polski zwiastun 2:35
Minecraft: Xbox360 Edition 0:29

The Last of Us: Joel and Ellie Truck Ambush 1:36
Hitman: Sniper Challenge Launch Trailer 1:47