Secret Files 2: Puritas Cordis
Podoba Ci się ten artykuł?
Gatunek przechodzi ostatnio renesans. Mocno humorystyczny A Vampyre Story, mroczny Art of Murder: Klątwa Lalkarza i wreszcie kontynuacja Tunguski nawiązująca bezpośrednio do nadchodzącego końca świata. Ten jednak znacznie odbiega od zapowiadanego przez wieki, gdyż pojawiające się intensywnie kataklizmy (których rzecz jasna będziemy świadkami bezpośrednio w grze), nie są bynajmniej upominaniem się natury "o swoje". Wspomniana wcześniej natura ludzka objawi się tutaj w postaci podtytułowej sekty Puritas Cordis, która sieje pożogę w polityce, strasząc poprzez media nadchodzącą przepowiednią, mającą doszczętnie zniszczyć życie na Ziemi. Przyczyny kolejnych masowych nieszczęść bardzo umiejętnie będą dawkowane wraz z postępem gry. Wstępnie wystarczy do stwierdzenia, iż Secret Files 2 niejednokrotnie zaskakuje fabułą, bardzo szybko wprowadzając gracza w pompatyczne tempo akcji, nie puszczając przy tym rąk od myszy do samego końca.
Powiem nawet więcej. Od pewnego czasu zastanawiałem się, co może mnie jeszcze zaskoczyć w przygodówkach point n' click. Choć jak pisałem wcześniej, mimo, iż temat ostatnio nieco się ożywił, to i tak do dziś nie czuję entuzjazmu towarzyszącego mi jeszcze w trakcie obcowania z tytułami od Sierry. Wniosek nadszedł w błyskawicznym tempie tuż po zaliczeniu Puritas Cordis - wciągająca i zaskakująca fabuła, pozbawione monotonii dialogi pozwalające zindeksować się z bohaterami, a także logiczne i spójne zarazem zagadki. Nie ma tak naprawdę miejsca na innowacje, ale czy ktoś powiedział, że być musi? Wyłącznie obecność wymienionej trójcy jest w stanie udźwignąć jeszcze ten gatunek gier, co w przypadku ekipy Fusionsphere Systems udało się bez zająknięcia, ustawiając przy tym poprzeczkę nieco wyżej.
Grafika nie powala, co nawet specjalnie nie przeszkadza przez wzgląd na klasyczne podejście do tematu. Akcja rozgrywa się w większości przypadków na dwuwymiarowych planszach, udanie współgrając z trójwymiarowymi modelami postaci. Tutaj największym atutem jest zdecydowanie różnorodność zarówno odwiedzanych lokacji, jak i postaci oraz wątków z nimi związanych. Pokuszono się nawet o takie smaczki jak wzajemna kooperacja między bohaterami w określonych momentach, dzięki czemu rozgrywka nie przystaje nawet na moment.
Skoro już mowa o postaciach to należy podkreślić przede wszystkim ich zróżnicowanie i "autentyczność" wynikająca z adekwatnych do sytuacji zachowań. Po raz kolejny pokierujemy losami Niny i Maxa - tutaj bohaterowie Tunguski najwyraźniej nie są za sobą tak jak dawniej, co nie przeszkodzi im w kolejnym skrzyżowaniu dróg, bezpośrednio wynikającej z całego zamieszania wokół nadchodzącego armagedonu. Nie zabraknie udziału liderów rządzących państw na czele z Patem Sheldonem, za którego inicjatywą powstała obecna w podtytule gry sekta. Wreszcie epizodyczna obecność tajemniczej archeolog Sam, czy postaci rozpoczynającej naszą przygodę z grą, nie do końca jeszcze pasującą do tej układanki i walcząca ostatkiem sił o swoje życie - klimat oraz wyraziste portrety psychologiczne postaci stanowią tu najmocniejszą siłę ataku.
Nawet wymienione już elementy dałoby się złamać, gdyby nie implementacja wygodnego interfejsu, który w point n'clickach stanowi istotną rolę. Po raz kolejny dostaliśmy klasyczny, a przy tym wygodny panel sterowania. Cieszą zwłaszcza takie elementy jak dziennik, w którym zapisywane są najistotniejsze wydarzenia mające już miejsce oraz zadania dopiero na nas czekające. Do tego dochodzi bardzo intuicyjny system podpowiedzi, dzięki któremu nie musimy w ciemno klikać w każdy możliwy kąt, tylko wybrać spośród odkrywających się w danej sytuacji.
Tutaj też bohaterowie mają spore pole do popisu w kwestii monologów, niejednokrotnie podsuwając interesujące hinty, bądź omawiając istotne fakty z własnego życia - nie jest monotonnie a to już dobitnie uświadamia nam, dlaczego w dalszym ciągu brniemy do końca historii. Jeśli całość przyprawimy klimatycznie zmieniającą się ścieżką dźwiękową, zmieniającą się w zależności od powagi sytuacji, dojdzie do nas, że doczekaliśmy się z całą pewnością jednej z najlepszych przygodówek point n' click ostatnich lat. Kompletnie się tego nie spodziewałem, zwłaszcza że mówimy tu jakby nie patrzeć o kontynuacji. Ta jednak broni się zaciekle z jednej strony nawiązując do pierwowzoru, z drugiej zaś ewidentnie pokazując, że ma w zanadrzu niejeden as w rękawie.
Ocena opaść jednak musi z kilku powodów. Mówimy o klasycznej 'wskaż i kliknij' więc jak już wspominałem wcześniej nie ma tu mowy o innowacji. Grafika, choć nie należy do priorytetowych składowych oceny, mimo wszystko odchyla się lekko na bok sprawiając, że spojrzą na nią przede wszystkim miłośnicy starszych klimatów. Nowi gracze niekoniecznie wsiąkną przez pierwsze wrażenie. Trzecim elementem są mimo wszystko zagadki. Może i wymagam zbyt wiele, ale brakuje mi zacięcia na długie godziny i kombinowania połączonego z obgryzaniem paznokci. Jest logicznie, stonowanie, ale nie ma mowy o bardzo trudnych zagadkach, przy których należy główkować przed uśnięciem. Trochę szkoda, ale też takie mamy uroki rynku i należy z tym żyć. Tym bardziej, że do końca świata już tylko 3 lata, więc naprawdę nie warto tracić takiej okazji, na wcześniejsze zderzenie z nieuniknionym.
- różnorodność lokacji
- wygodny interfejs
- fabuła i prowadzenie dialogów
- choć logiczne to wciąż proste zagadki

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.