WALL-E
Podoba Ci się ten artykuł?
Korporacja Buy n Large (BnL) została stworzona z myślą oczyszczenia Ziemi z zalegających ją odpadów. Przewidywany czas porządków oszacowano na 5 lat. W tym czasie rozpoczęto produkcję specjalnie do tego celu przeznaczonych robotów, określanych jako Wysypiskowy Automat Likwidująco Lewarujący E - klasa (WALL - E). Tworzenie kolejnych pomocników szło całkiem sprawnie, w związku z czym Ziemianie postanowili udać się na wakacje statkiem kosmicznym w odległą galaktykę. W tym czasie, jedyny ocalały po ostatniej burzy piaskowej WALL - E, jak zwykle zajmował się swoimi obowiązkami przy segregacji śmieci. Wakacje bez wątpienia można przyjąć za udane, skoro dopiero po 700 latach, na Ziemię przylatuje statek kosmiczny. Sielanka trwała by pewnie jeszcze kolejne dekady, gdyby nie pasażer, a właściwie pasażerka, w postaci robota najnowszej generacji o kusząco brzmiącym imieniu Ewa. Zadaniem panienki jest sprawdzenie, czy na Ziemi wciąż istnieją formy życia, w celu powrotu ludzi na planetę. Zostawić samca samemu sobie na tak długi okres czasu musiało wiązać się z konsekwencjami, w wyniku których WALL - E od pierwszego wejrzenia zakochuje się - z wzajemnością zresztą - w Ewie, postanawiając przy tym, że odpadów w swoim życiu posegregował już wystarczająco. Musi więc dokonać wyboru, kierując się głosem serca, by z czasem prócz pogoni za wybranką, pomóc także w ocaleniu ludzkości przed zbuntowaną armią robotów.
Historia skierowana ewidentnie do młodszego grona odbiorców, będąca dobrym materiałem na grę platformową wystartowała. Podkreślić tu należy z przytupem oraz masą innowacyjnych pomysłów, łączących najlepsze patenty znane z kultowych już serii. Zacznijmy jednak od początku.
WALL - E to bohater, który już z założenia nie może się nie podobać. Z jednej strony osamotniony, mający świadomość swojego miejsca w szeregu, z drugiej zaś konsekwentnie i wytrwale dążący do celu, jakim jest segregacja śmieci, a później pomoc ukochanej oraz Ziemianom. Typowa milusińska kupa złomu z dużymi niewinnymi ślepiami, które w razie sytuacji kryzysowej potrafią zaiskrzyć. Sam wygląd to jednak nie jedyny atut naszego bohatera, gdyż wyposażony został w wiele ciekawych umiejętności, używanie których sprawia ogromną frajdę. Do podstawowego arsenału zaliczyć tu należy laser, który skutecznie unicestwi potencjalne zagrożenie. Oczywiście mamy tu możliwość swobodnego namierzania dzięki widokowi fpp, co także pozwoli pozbyć się wyżej położonych skrzyń. Staranowanie co słabszych przeszkadzajek także nie stanowi problemu. Ponadto WALL - E może w dowolnej chwili zamienić się w karton z odpadami. Możliwość ta daje nam kilka korzyści. Przede wszystkim w trybie tym, jesteśmy chwilowo odporni na ataki przeciwników, a także w trakcie poruszania się do przodu, możemy przemieścić się w szybkim tempie pod występującymi co krok przeszkodami. Najrajcowniejszym jednak plusem tranformacji w gruz, jest stealth mode, który przydaje się zwłaszcza na strażników występujących na statku kosmicznym. Bajer o tyle pomysłowy, że w określonych misjach, możemy po cichu eksterminować wrogo nastawione roboty, które nie do końca są pewne obiektu zagrożenia, co symbolizują wszystko mówiącym znakiem zapytania, będącym miłym ukłonem w stronę rozkojarzonych strażników obecnych w Metal Gear Solid :).
Nawiązań i patentów z innych gier tu na pewno nie brakuje. Bo co powiecie na to, że nasz zmotoryzowany robot potrafi czesać triki rodem z Tony Hawk'a, na gęsto umiejscowionych rampach, w celu przemierzania trudno dostępnych miejscówek. Chcecie odpocząć od misji stricte platformowych? WALL - E Wam to umożliwi, dzięki dość licznym zadaniom wyścigowych, polegającym najczęściej na dotarciu do mety w wyznaczonym czasie, omijając przy tym różnorakie przeszkody i zdobywając wszelkie napotkane bonusy. Przyznam, że tego typu misjom wcale dużo nie brakuje do kultowych serii gokartów, na czele z Crash Team Racing czy Mario Kart. Jeśli wciąż czujecie niedosyt, to przygotujcie się na mini - gry, w których kamera pojawia się nad naszym bohaterem, a ten musi w odpowiednim momencie przejść na drugą stronę jezdni w zatłoczonej metropolii. Osoby, którym ciężko sobie to wyobrazić, niech przypomną sobię grę pod tytułem Frogger, a sytuacja stanie się bez wątpienia klarowna :).
Sama rozgrywka polega tu na eksplorowaniu w pełni trójwymiarowego świata. WALL - E z każdą przebytą milą wykorzystuje umiejętności, do których został pierwotnie stworzony, doskonale przy tym bawiąc się elementami otoczenia. Pałętające się kupki śmieci, a także pokonanych przeciwników, może przerabiać w kostkę, by po chwili wykorzystać ją na przykład do otwarcia zamkniętych drzwi lub rzuceniu w przycisk uaktywniający platformy znajdujące się w niedostępnym wcześniej miejscu. Pojawiające się co chwila skrzynki korporacji BnL, które stale możemy eksterminować, dadzą nam prócz określonych bonusów w postaci zapasu laserów czy zdrowia, również dodatkowe procenty postępu w grze, które mobilizują do dokładniejszego badania terenu. Skoro już mowa o wskaźniku replayability, to prócz wymienionych już skrzyń, warto także w każdej misji pokusić się o znajdywanie ukrytych w ziemi artefaktów, które prócz bonusów w postaci mini gier umożliwią nam skończenie gry na 100 %. Przyznam, że w niektórych misjach, twórcy poukrywali je całkiem pomysłowo, jednak z czasem szybko można dojść do charakterystycznych wyrw w podłożu świadczących o obecności kolejnego znaleziska.
To jednak wciąż nie koniec bonusów, jakie zaserwowało nam Heavy Iron Studios. Z czasem dostaniemy również możliwość sterowania Ewą w czasówkach, stworzonych na wzór misji wyścigowych. Mimo tego, że jest ich garstka, to jednak skutecznie urozmaicają nam zabawę. Podobnie ma się sprawa ze specjalnymi robotami, które pomogą naszemu herosowi w określonych sytuacjach. Jeden oświeci nam niewidoczne gołym okiem tunele, inny zamieni się w parasolkę, dzięki której WALL - E może skakać niczym na trampolinie, zaś jeszcze inny wyprodukuje dla nas potrzebne kupki ze złomem. Nie wspomnę już o licznych grach logicznych, które sprowadzają się do powtarzania kodu zaszyfrowanych drzwi, albo dopasowaniu par kolorów w wyznaczonym czasie. Czy trzeba dodawać więcej? W kwestii systemu rozgrywki mamy tutaj absolutnie pierwszą ligę wśród platformerów, a to wciąż nie koniec pozytywnych aspektów tej pozycji.
Jak zatem do wyżej przedstawionych możliwości działania, odnosi się oprawa wizualna? Przede wszystkim ma swój specyficzny klimat, który kojarzy mi się z pierwszymi platformerami 3d (sentymenty i te sprawy :)). Zaczynając od opustoszałej Ziemi, skazani wyłącznie na siebie, otoczeni gruzami odpadów pozostawionych przez ludzi, poprzez podróż kosmiczną i eksploracja statku, kończąc na misjach wyścigowych, nietrudno wyczuć tutaj dbałość o najdrobniejsze detale oraz umiejętne przyzwyczajanie gracza do zmiany odwiedzanych miejscówek. Te zaś potrafią miejscami przytłoczyć swoim rozmachem, ciesząc oczy najdrobniejszymi szczegółami każdego zakamarku wyobcowanego świata, co cieszy tym bardziej, że gra, pomimo skierowania do młodszych odbiorców, nie razi starych platformówkowych wyg swoja infantylnością. Niestety gra doczekała się także niemałych bugów, które zaobserwować można na statku, a dotyczą one znikania przy ścianach strażników, w trakcie przechodzenia do stealth mode. Może nie razi to aż tak mocno, zwłaszcza, że motyw ten pojawia się w maksymalnie trzech miejscach, ale fakt pozostaje faktem, który mimo wszystko rzutuje na ogólny obraz gry.
Dźwięk to kolejny motor napędowy, gdyż został umiejętnie podpasowany pod klimat poszczególnych misji. Od spokojnych i melancholijnych nut dostępnych na Ziemi, po niepokojące brzmienia w trakcie wychodzenia z opresji, kończąc na niepewnych tonach przygrywających nam w misjach skradankowych. Przyznam, że zdarzało mi się niejednokrotnie zatrzymać grę, by móc na spokojnie wsłuchać się w określone utwory, tak więc chyba nie muszę w tym aspekcie już niczego więcej dodawać :).
Wszystko fajnie i super, tylko dlaczego nie ma maksymalnej noty? O bugach już wiecie, jednak i tutaj nie kończy się lista niechcianych niuansów. Gra pęka w ok. 10 godzin, co może i wydaje się czasem do przyjęcia, jednak na pewno nie dla osób, które zarwały trochę życiorysu na serii Ratchet and Clank, których średnie ukończenie na 100 % zajmowało ok 20 godzin. Tutaj przygoda urywa się zdecydowanie za szybko i pomimo licznych bonusów daje się odczuć spory niedosyt. Dla mnie jednak najpoważniejszą wadą jest jednak poziom trudności. Podkreślam tutaj "dla mnie", gdyż gra z założenia kierowana jest do młodszych odbiorców i patrząc z ich punktu widzenia muszę przyznać, że poziom jest tutaj odpowiednio wyważony. Mając jednak świadomość ogromnych możliwości zaserwowanych przez twórców, aż chce się wykrzyczeć możliwość zmiany poziomu trudności na satysfakcjonujący dla pozostałych użytkowników.
WALL - E urzekł mnie ogromem możliwości już po kilkunastu spędzonych przy nim minutach. Przyznaję, że dawno nie czerpałem tyle radości z obcowania z platformówką. Po jej ukończeniu zdałem sobie w końcu sprawę, że WALL - E choć krótsza i prostsza niż wymienione hity, to jednak posiada ogromny potencjał i możliwości, które dają podwaliny pod kolejne innowacyjne platformery, mające wreszcie szansę, na odebranie pałeczki Ratchetowi i Jackowi. Jeśli zaś chodzi o grupę docelową, to wcale nie zdziwi mnie, jeśli WALL - E już teraz zostanie okrzyknięty najlepszą platformówką obecnej generacji z prostego powodu - po prostu na to zasługuje.
- umiejętności bohatera
- oprawa audio - wizualna
- klimat
- za prosta dla hardcorowców
- występujące miejscami bugi

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.