Age of Empires III: The Asian Dynasties
Podoba Ci się ten artykuł?
Na szczęście ojcowie Age of Empires wiedzieli co robią. Śmiało można powiedzieć, ze BHG odrobiło zadanie domowe, a The Asian Dynasties to bez wątpienia lepszy dodatek do Age of Empires III niż poprzedni o nazwie The Warchiefs.
Do naszej dyspozycji oddane zostały trzy kampanie - w każdej zawartych zostało pięć misji, które są ze sobą powiązane fabularnie, same rozdziały już nie. Uważam, że w tym miejscu autorzy powinni dać nam możliwość zadecydowania, którą z nacji zagramy jako pierwszą. W tym przypadku niestety jesteśmy zmuszeni kolejno pokierować losami Japończyków, Chińczyków oraz Hindusów. Sama fabuła również nie zaciekawia i tak naprawdę jest prawie niezauważalna. Generalnie należy pamiętać, że wciągające historie nigdy nie były cechą charakterystyczną serii Age of Empires. Identycznie, jak we wszystkich poprzednich grach z tego cyklu, tak i w opisywanym dodatku, autorzy nastawili się na wciągającą rozgrywkę. Faktem jest to, że starzy wyjadacze sagi, oraz fani RTS-ów w ogóle, odejdą od monitora dopiero po zobaczeniu napisów końcowych.
Na taki stan rzeczy składa się sporo elementów. Przede wszystkim na szczególne podkreślenie zasługuje Sztuczna Inteligencja komputerowych sojuszników i przeciwników. Ci pierwsi jak zwykle świetnie wywiązują się z powierzanych im zadań, wieśniacy czasem nawet włączają się do walki w kryzysowych sytuacjach, nie dając się tak po prostu zabić. Oponenci natomiast starają się wygrać za wszelką cenę, nie przebierając w środkach. Bynajmniej nie mam tu na myśli ciągłego pchania się na armię gracza, po prostu starają się oni walczyć na wiele możliwych sposobów. Kiedy trzeba zamykają nas w kole i zaczynają atakować tak, byśmy nie mieli możliwości zniszczenia ich bazy, innym razem zaś uciekają w okolice ratusza licząc, że tam znajdzie się reszta ich kolegów, którzy pomogą w wymianie ognia. Dodać jeszcze trzeba, że Age of Empires III: The Asian Dynasties, wbrew temu, co mówiono w zapowiedziach, nie jest wcale trudniejszy od podstawki czy poprzedniego rozszerzenia. Dlatego mogą w niego zagrać zarówno doświadczeni fani RTS-ów, jak i gracze dopiero zapoznający się z tym gatunkiem.
Do monitora przykuwa także klimat gry. Przeniesienie akcji z Ameryki Północnej do Azji było więcej niż strzałem w dziesiątkę! Dodatkowo uwagę zwrócić uwagę wypada to, ze poszczególne nacje są bardzo zróżnicowane. Napiszę o nich więcej w następnych akapitach, teraz tylko dodam, że wzajemnie się uzupełniają - każdą gra się zupełnie inaczej, gdyż charakteryzuje się unikalnymi właściwościami.
Z tych ostatnich najbardziej ciekawie prezentują się cuda świata, czyli w praktyce są to budynki, które musimy postawić, chcąc awansować do kolejnej ery. Jest ich w sumie piętnaście, po pięć dla każdej ze stron. Przez większość część gry wydaje się to naprawdę ciekawe, bo takie jest, ale niestety - autorzy nie przewidzieli, że niżej podpisany będzie chciał w każdej misji znaleźć się w najwyższej epoce, przez co już po kilku godzinach zacznie zauważać, że budowli jest po prostu mało. Niemniej te które udostępniono przede wszystkim wyglądają fenomenalnie pod względem wizualnym. Oczywiście świetnie przydają się także w samej bazie, ale tego chyba dodawać nie trzeba.
Jak już wspomniałem, chciałbym się również przyjrzeć trzem dostępnym nacjom.
Japończycy charakteryzują się potężnymi armiami, wykorzystującymi do walki przewagę siły fizycznej, produkując w swojej bazie głównie jednostki samurajów oraz żołnierzy Daimo. O ich sile świadczy również obecność Szoguna na polu walki, który nie tylko rozprawia się z przeciwnikami, ale także może rekrutować kolejnych członków do naszego zespołu. Jako wadę opisywanej nacji wymienić należy to, że jeśli w miarę szybko nie zabiją wrogów, to sami zginą - zadają duże obrażenia, lecz niestety również bardzo szybko tracą punkty zdrowia. Dodatkowo mają dwukrotną możliwość skorzystania z dobrodziejstw danej karty w talii. Na szczęście nie ułatwia to rozgrywki w znaczący sposób, lecz po prostu dodaje jej smaku. Poza tym jeśli gra się Japończykami, trzeba zauważyć, że w Kapliczkach mogą wabić zwierzęta oraz, tradycyjnie już, zwiększać limit populacji do 10.
Niemal kontrastowi dla Japończyków są Chińczycy, którzy charakteryzują się tym, że ich baza składa się wyłącznie z jednej budowli, czyli Akademii Wojennej. Ta ostatnia umożliwia graczowi zapoznanie się z dostępnymi formacjami poszczególnych jednostek, daje możliwość ich rekrutowania - wśród najciekawszych potencjalnych członków naszej armii wymienić należy wojaków będących połączeniem kuszników z pikinierami. Ponadto możemy skorzystać z usługi armii kawaleryjskiej czy kilku innych. Jak zachowują się Chińczycy w trakcie walki? Z pewnością nie można tutaj mówić o tak dużej sile fizycznej, jak w przypadku Japończyków, niemniej potrafią oni przyłożyć, choć tak naprawdę wyznają zasadę "w kupie siła" - im jest ich więcej, tym mają większe szanse na zwycięstwo. Na koniec pozwoliłem sobie zostawić Hindusów. Z dwóch powodów. Po pierwsze, to moja ulubiona nacja - dlaczego? Bo… Po drugie charakteryzuje się bardzo nietypową jednostkami - kierując nimi możemy korzystać z umiejętności czterech typów słoni. Mogą one zarówno walczyć przeciwko artylerii, kawalerii, piechocie czy wreszcie niszczyć budynki wroga. Wszystko jednak ma swoje plusy i minusy, więc nie inaczej jest i tym razem. Otóż o ich sile przekonamy się dopiero w rozgrywce sieciowej, gdyż na wyprodukowanie danego rodzaju słoni potrzeba dość dużej ilości surowców, o które bardzo trudno w kampanii. Ale uwierzcie, warto siedzieć przed monitorem bardzo długo, by wreszcie zobaczyć, jak słoń zrównuje z ziemią bazę wroga, a drugi jego armię.
Age of Empires III: The Asian Dynasties błyszczy również w sferze audio - wizualnej. Jak zwykle mamy do czynienia ze świetną muzyką - kawałki idealnie pasują do tego, co dzieje się na ekranie, odpowiednio budując również atmosferę. O grafice nie ma za bardzo co się rozpisywać. Generalnie bez zmian poza tym, że zmiana realiów wymusiła na twórcach wyprodukowanie sporej ilości tekstur. Te na szczęście dorównują tym, zawartym w The Warchiefs i podstawce, przez co nie widzimy, że ich projektowaniem zajmowała się inna firma. No i woda, jak zwykle, rządzi!
Big Huge Games udowadnia, że zna się na robieniu RTS-ów, zna się jak mało kto jak mało i wraz z Ensemble Studios oraz Petroglyph zajmuje podium. The Asian Dynasties wprowadza pewnego rodzaju powiew świeżości do serii, za co należy pochwalić nie tylko twórców tego rozszerzenia, jak i ekipę ojców sagi, którzy zdecydowali się na ryzykowny krok odstąpienia możliwości napisania dodatku innej firmie. Cóż więcej do dodania?
- trzy zróżnicowane nacje
- ciekawe kampanie
- Sztuczna Inteligenxja
- cuda świata (wygląd i zastosowanie)

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.