Virtua Tennis 3
Podoba Ci się ten artykuł?
“Point for player one!"
Pif! Plaf! Pif! Plaf! Aaargh! Plaf! Uuuhhh! Pif! Aaaaaaaa! Thuffff! Ochhhh! Paf!!!!
“Gem, set, match - Player One".
Lektura powyższego wstępu stała się zapewne dla wielu impulsem do zupełnie różnych zachowań. Jedni rzucili się w wir poszukiwań dawno nie używanej rakiety. Inni zaczęli testować swoje gamepady. Byli zapewne i tacy, którym na myśl przyszły raczej sprośne skojarzenia. Dobra wiadomość! Virtua Tenis 3 ucieszy wszystkich.
VT 3 to bezpośrednia kontynuacja pecetowej wersji konsolowego hitu z 2002 roku - Virtua Tenis. Jak łatwo się domyśleć, jest to zręcznościowa tenisówka pełna dynamizmu i miodu.
Do dyspozycji gracza oddano tryb kariery (od zera do króla kortów), tryb treningowy i tryb pokazowy (mecze towarzyskie). Głównym trybem gry jest rzecz jasna kariera.
Dla osób, które grały już w Virtua Tenis nie będzie ona specjalnym zaskoczeniem. Dalej rozgrywa się na ekranie globu, w oparciu o system tygodniowych tur. Gracz zaczyna od 300 miejsca w rankingu światowym, a jego celem jest wdrapanie się na szczyt tenisowej hierarchii. Dokonać tego można poprzez zwycięstwa w turniejach. Początkowo dostępne są tylko te dla najniższych grup rankingowych. Wraz z awansem grać możemy w imprezach coraz bardziej prestiżowych. W poprzedniej odsłonie VT zwycięstwa nagradzane były nie tylko awansem, ale i odpowiednią nagrodą pieniężną. W VT 3 postanowiono od tego odejść. Przedmioty, które wcześniej można było zakupić za wygrane, teraz otrzymujemy za darmo zarówno trakcie gry, jak i po odniesieniu jakiegoś sukcesu.
Aby dojść na sam szczyt będziemy musieli odpowiednio wyszlifować swoje umiejętności. Służą ku temu minigierki treningowe. Każda z nich podzielona jest na 4 poziomy trudności i specjalizuje się w określonym typie umiejętności. Jedną z nich jest na przykład zbieranie owoców staczających się z pochylni. Żeby nie było zbyt łatwo zebrać musimy ich określoną liczbę, unikając trafienia wielkimi piłkami tenisowymi. Jeśli uda nam się ta sztuka w wyznaczonym czasie, to otrzymamy dużą premię do umiejętności znajdujących się w grupie: "Praca nóg". W przeciwnej sytuacji premia będzie znacznie niższa. W podobny sposób rozwijać możemy również umiejętności związane z lobami i uderzeniami.
Niestety droga na szczyt nie należy do najtrudniejszych. Można tam dotrzeć po ledwie kilku dniach grania. Przyznać jednak trzeba, iż są to dni pełne prawdziwego "miodu". Mimo faktu, iż model gry nie różni się zbytnio od tego z Virtua Tenis, gra się całkiem wciągająco i świeżo. Efekt ten osiągnięto dzięki dodaniu wielu nowych zagrań i dopracowaniu elastyczności sterowania. Jest to szczególnie odczuwalne, gdy gramy przy pomocy pada. Mimo tego, iż VT 3 jest konwersją z konsoli, nasza postać porusza się bardzo plastycznie, a wykonywanie poszczególnych zagrań jest jak najbardziej intuicyjne.
Do pełni szczęścia brakuje jednakże większej dozy realizmu. Zgrzyty na tym polu zaczynają się już od pierwszych minut z VT 3. Przede wszystkim dlatego, iż jako całkowity żółtodziób mamy szansę grać z prawdziwymi tuzami tenisa i jakby tego było mało...zwyciężać z nimi (!).
W grze umieszczono kilkanaście prawdziwych sław. Są wśród nich zarówno kobiety (tak tak, m.in. Maria "kusa spódniczka" Szarapowa), jak i mężczyźni (chociażby Andre Agassi). Nie pomyślano jednak o tym, by wprowadzić do niej kilkudziesięciu wymyślonych słabeuszy lub mniej znanych średniaków. W wyniku tego zaniedbania trudno czasem powstrzymać ironiczny śmiech, gdy przychodzi nam 20 raz ogrywać Agassiego, a trener opowiada, że jest to baaaardzo groźny przeciwnik.
Wiele zastrzeżeń można mieć też do modelu meczy. W VT 3 występują różnego rodzaju nawierzchnie. Byłoby to bez wątpienia atutem tej produkcji, gdyby nie fakt że nie wpływają one zbytnio na przebieg gier. Piłka odbija się praktycznie tak samo od nawierzchni twardych, jak i miękkich. Nie ma też różnic w stopniu zmęczenia graczy.
Rozczarowuje również SI. Poziom umiejętności naszych rywali (same gwiazdy) rośnie wraz z naszym rozwojem. Już samo to rozwiązanie nie należy do najlepszych. Dałoby się je jednak przełknąć gdyby nie to, iż gracze SI grają bardzo przewidywalnie. Ich jedynym atutem jest tenis wybitnie siłowy, który zaczynają uprawiać gdy gracz znajdzie się w Wielkim Szlemie.
Poza tymi niedoróbkami jest jednakże bardzo sympatycznie. Przede wszystkim ze względu na oprawę audiowizualną. Jak widać na screenach, oprawa graficzna stoi na całkiem przyzwoitym poziomie. Zarówno korty jak i postacie wyglądają bardzo realistycznie. Nie ma też większych problemów z "przycinaniem", które jest typowe dla wielu konwersji. Całkiem przyjemnej oprawie graficznej towarzyszy także przyzwoita oprawa audio. Tylko "przyzwoita", ponieważ obok świetnych sfxów mierzyć musimy się z wyjątkowo paskudną muzyką. Na szczęście można ją wyciszyć.
Poziom oprawy audiowizualnej trzyma również lokalizacja. Grę przetłumaczono w 100%, zostawiając jedynie oryginalne efekty i "spicze". Poziom tłumaczenia jest solidny i powinien zadowolić każdego wirtualnego tenisistę. Momentami można się co prawda natknąć na nieco infantylne zdania (np. zbyt grzeczne wymiany zdań z rywalami), ale w większości przypadków jest tak jak być powinno.
Kupić, czy nie kupić? Zdecydowanie kupić, o ile pociągają Was solidne i miodne gierki tenisowe. Pamiętajcie tylko, iż Virtua Tenis to bardziej zręcznościówka niż symulator. Jeśli szczególnie cenicie sobie realistyczne doznania, to zagrajcie najpierw w demo i sami oceńcie czy konsolowy model gry jest w stanie zaspokoić Wasze oczekiwania. Teraz wybaczcie. Jestem umówiony. Wiecie...wirtualny lunch z wirtualną Szarapową.
- miodna
- wciąga
- dużo zagrań
- mało realistyczna
- zbyt łatwa

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.