Jade Empire
Podoba Ci się ten artykuł?
Nie patrząc jednak na chwalebny pierwowzór, podszedłem do Jade jak do standardowego action RPG. Rozsiadłem się więc wygodnie w fotelu w nadziei, że za chwilę ujrzę na ekranie orientalne, zrealizowane z rozmachem intro. Błąd! Do gry nie wprowadza nas żaden filmik zawiązujący fabułę. Mówiąc wprost: autorzy rzucają nas od razu w wir wydarzeń, proponując oczywiście uprzednio wybór bohatera. Postaci, jakimi możemy sterować, jest siedem. Reprezentują one różne płci (osobiście wybrałem Wu Kwiat Lotosu - pannę pojawiającą się na okładce produktu) i typy (Zrównoważony, Magiczny, Szybki oraz Silny), jak również odrębne style walki czy statystyki. Niezależnie od podjętych przez nas decyzji na początku naszej przygody z dzieckiem BioWare lądujemy w chińskiej szkole walki, gdzie dowiadujemy się, że trafiliśmy pod opiekę Mistrza Li jako sierota, ale dzięki naszym rozlicznym talentom udało nam się wybić z tłumu i teraz jesteśmy najsłynniejszym wojownikiem w placówce. Pech w tym, że wioska, w której mieszkamy, została właśnie zaatakowana przez obcych najeźdźców i przydałoby się, żeby ktoś wreszcie połamał każdemu z nich parę żeber i przy okazji ściął nieco głów, w skrócie: zrobił porządek. W tym momencie przechodzimy do akcji, rozpoczynając eksplorację wielkiego, Jadeitowego Imperium.
Obawiałem się, że lokacje nie będą najsilniejszym atutem opisywanej pozycji, jednak okazało się, że mój lęk był całkowicie bezzasadny. Ray Muzyka i jego kompani z BioWare sprawili, że na każdym kroku czuje się, że mamy do czynienia z chińskimi mitami. Architektura przedstawiona w produkcie obfituje w drewniane, niezwykle lekkie budowle. Wnętrza budynków wykonano również w charakterystycznym dla krajów Orientu stylu. Są pełne przestrzeni, pozbawione zbędnych mebli i nadmiernego zdobnictwa. Na zewnątrz zaś spotykamy się z kolorowymi, bajkowymi wręcz sceneriami - zarówno na terytorium Cesarstwa, jak też w… zaświatach. Musicie bowiem wiedzieć, że podczas gry bawimy się nie tylko na powierzchni ziemi, lecz przychodzi nam także przenieść się do dalekowschodniego odpowiednika Nieba. Nasza podróż odbywa się na zasadzie minigierki, w której lecimy statkiem powietrznym, próbując zestrzelić atakujących nas oponentów. To zresztą jedna z nielicznych chwil, w których dane jest nam podziwiać walkę na odległość. Długodystansowe potyczki możemy toczyć już tylko przy użyciu zaklęć oraz jednej (sic!) broni palnej. W pozostałych sytuacjach dominuje walka wręcz.
Kwestię bijatyk rozwiązano bardzo pozytywnie. Wszelkie starcia toczymy w czasie rzeczywistym, co można uznać za zaskoczenie, patrząc na poprzednie dokonania Bio - KoToR-a i Neverwinter Nights. Dzięki takiemu zabiegowi gra zyskuje na dynamice, ale jednocześnie odchodzi nieco od elementów RPG. Pomimo możliwości wykorzystywania zróżnicowanych stylów walki w praktyce wykonujemy zaledwie parę uderzeń, które po kilkugodzinnym testowaniu uznaliśmy za najbardziej skuteczne. Gdy bieganie, unikanie ciosów czy skakanie po wrogach zaczyna nas nużyć, do akcji wkracza magia, która jest zarówno efektowna jak i efektywna. Dość powiedzieć, że dzięki zaklęciom możemy chociażby przemienić się w Żabiego Demona albo Pijanego Mistrza (pomysłowe nazwy). Ostatnią składową wpływającą na wizerunek starć są możliwości używania broni i spowalniania czasu, do których to wymagana jest zdolność zwana Skupieniem. Im większy pasek tej umiejętności, tym lepiej radzimy sobie z machaniem mieczami, toporami, szpadlami i innym ustrojstwem. Pozostałe dwie cechy określające naszego bohatera to Ciało (zdrowie) i energia Chi, przydatna do regenerowania naszej kondycji i eksperymentów z czarami.
Korzystanie z wszystkich opcji udostępnionych przez programistów może wydawać się kłopotliwe i takie jest w istocie, ale zaledwie przez pierwszych parędziesiąt minut gry. Potem przyzwyczajamy się już do banalnej klawiszologii (która notabene przywróciła moją wiarę w klawiaturę jako kontroler) i spokojnie radzimy sobie nie tylko z własnym podopiecznym, ale także z problemami, z jakimi borykają się członkowie jego drużyny. Jade Empire stara się bowiem nakłonić nas do działania w zespole. Z tego powodu od pierwszych minut towarzyszy nam m.in. atrakcyjna Gwiazda Zaranna. Prawda jest jednak taka, że wojownicy sterowani przez SI nie są nam jakoś nadzwyczajnie potrzebni i z większości kłopotów możemy wyjść sami, bez ich interwencji. Tłumaczy to zresztą brak jakichkolwiek zagrań taktycznych, którymi moglibyśmy zaskoczyć watahy przeciwników Cesarstwa.
Dziecko Kanadyjczyków to jednak nie tylko bezmyślne rzucanie się na wszystko, co wygląda groźnie i głośno sapie - to byłoby zbyt proste. BioWare słynie przecież ze swego wyrafinowania, czego przejawy widoczne są w świetnej, nieźle zakręconej fabule oraz markowym zagraniu tej firmy - rozbudowanej moralności bohaterów. Ogromną część questów możemy rozwiązać na dwa sposoby - dobry i… mniej dobry. W zależności od tego, czy przykładowo zamiast ratować kogoś z opresji, traktujemy go szablą, nasz czyn klasyfikowany jest jako godny pochwały lub skrajnie zły. Na podstawie takiej oceny jesteśmy kwalifikowani do dwóch ścieżek rozwoju - drogi Otwartej Dłoni lub Zaciśniętej Pięści. Umożliwia to odblokowanie kolejnych misji, jednak z doświadczenia mogę zdradzić, że nie warto opowiadać się do końca po żadnej ze stron, gdyż takie postępowanie prędzej czy później kończy się utratą radości z rozgrywki. Osobiście starałem się prowadzić działania na dwa fronty, kierując się własnym sumieniem, a nie zamysłami twórców.
Patrząc na Jade Empire przez pryzmat wersji Xboksowej można było spodziewać się przedpotopowej grafiki i niezbyt zachęcającej animacji. Na szczęście skład odpowiedzialny za oprawę wizualną solidnie przepracował ostatnie kilkanaście miesięcy, zwiększając rozdzielczość tekstur, dopracowując efekty specjalne i wygląd postaci. Nieco gorzej poradził sobie z przedstawieniem ruchów ludzi i potworów. Czasem wydaje się wręcz, że obce mu było pojęcie motion capture, przez co sceny z wykorzystaniem sztuk walki nie zawsze prezentują się tak jak można by sobie tego życzyć. Dla równowagi BioWare świetnie przetransponowało z konsoli interfejs produktu, składający się z takich szczegółów jak karty postaci, wskaźniki czy estetyczna minimapa. Ogólnie rzecz ujmując, nie jest więc źle, ale nie obraziłbym się, gdyby kolejne patche poprawiły kilka mankamentów.
Nie można za to narzekać na jakość muzyki, znakomicie budującej orientalny klimat. Dźwiękowcom udało się na tyle zróżnicować spokojne utwory od kawałków ilustrujących bitwy, że soundtracka słucha się przyjemnie nawet po wyłączeniu gry - pomysł dołączenia płytki z muzyką do pudełka z Jade okazał się zatem strzałem w dziesiątkę. Podobnie należy ocenić także resztę elementów polskiej, "Edycji Specjalnej" wymienionego RPG. CD Projekt do opakowania zapinanego na rzep dorzucił krótką instrukcję, rzetelny, kolorowy poradnik oraz świetny plakat z piękną Wu w roli głównej.
Niewiele da się zarzucić również lokalizacji gry - szkoda, bo miałem nadzieję, że sobie poużywam. Tymczasem kinowe spolszczenie trzyma wysoki poziom. Napisy są w zgodzie z tym, co wydobywa się z głośników, a to sprawia, że rozmowy nabierają odpowiedniego wydźwięku. Co prawda nie jest to bezpośrednio zasługą ekipy polonizacyjnej, ale na uwagę zasługuje fakt, że kwestie dialogowe w Jade nie ograniczają się jedynie do kiwania głową. Używanie perswazji, niewygodnych pytań i złośliwych lub humorystycznych komentarzy jest tutaj na porządku dziennym, co tylko ubogaca i tak już rozbudowaną fabułę, w której nie zawsze wszystko jest w stu procentach poważne.
Największym grzechem Jade Empire jest tak naprawdę długość rozgrywki (co do liniowości - można dyskutować). Imperium można uratować w ciągu kilkunastu godzin intensywnego grania, o ile całkowicie zlekceważymy wykonywanie zadań pobocznych. Naturalnie potem nic nie stoi na przeszkodzie, aby przejść grę innym bohaterem, ale od wrażenia deja vu i tak nie uciekniemy. Z tego też względu najnowszy, pół-pecetowy projekt BioWare należy traktować jedynie jako tymczasowe źródło rozrywki, a nie dzieło, którym możemy delektować się jeszcze długo po zakończeniu głównego wątku fabularnego. Nie zmienia to mojej opinii, że Jade Empire to kawałek solidnego action RPG, które mogę polecić każdemu, kto na równi z efektownymi walkami stawia rozwój postaci, dobre dialogi czy klimat, którym gra wypełniona jest po brzegi. W końcu nie co dzień trafia nam się okazja spotkania oko w oko z wytworami chińskim baśni.
- fabuła
- multum możliwości rozstrzygania walk
- interesująca muzyka
- jakość polskiej edycji
- animacja postaci
- wysłużony silnik gry

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.