MAR 04 RECENZJA

The Guild 2

Marcin "jedik" Terelak

0
Bilon. Coś, co dla wielu osób jest gorszym pieniądzem. Trudno się temu dziwić, w końcu to zwykły kawałek metalu. Były jednak czasy, gdy poczciwe monety były dobrem godnym nawet ludzkich istnień. W czasach tych papier był czymś luksusowym, a pieniądz miał wartość wyłącznie rzeczywistą. Był on wart dokładnie tyle ile kruszec zużyty do jego wykonania. Niezależnie od tego czy była to miedź, srebro, czy złoto narodziny każdego metalicznego krążka wyglądały niemalże identycznie. Wszystko zaczynało się w kopalni, od bryłki odkruszonej ze złoża. Potem był złotnik, kowal lub mennica. Następnie obieg. Na każdym etapie tej drogi z jednej bryłki kruszcu rodziło się kilka kolejnych, którymi opłacano jej pozyskanie. Większość osób zna jedynie etap ostatni. Ci bardziej bogaci, któryś z etapów pośrednich. Prawdziwi krezusi kontrolują natomiast cały proces. Chcecie do nich dołączyć? Nic prostszego!

Wydobycie i złotnictwo to jedna z wielu dróg rozwoju, którą można podążyć w Guild 2. Tytuł ten zapowiadano jako unikalną hybrydę rpg i strategii ekonomicznej, której główną cechą miała być całkowita swoboda wyboru. Czytając obietnice twórców można było oniemieć z zachwytu. W końcu próżno szukać gier, w których można byłoby w pełni wtopić się w wirtualny świat i objąć jedną z szarych funkcji zarezerwowanych zwykle dla bohaterów niezależnych. Miało być pięknie, wyszło jednak tak sobie. Jeśli jesteście ciekawi szczegółów to zapraszam do recenzji.

Pierwsze wrażenie jest jak najbardziej pozytywne. Najpierw oczom gracza ukazuje się efektowne graficznie intro. Potem przychodzi czas na menu i bardzo pozytywną niespodziankę. Okazuje się bowiem, iż Gildia wygląda po prostu prześlicznie i to nawet na niższych detalach.

Sympatycznie jest też, gdy przychodzi do tworzenia postaci. Do wyboru są cztery klasy (gospodarz, łotrzyk, uczony, rzemieślnik) i szereg umiejętności. Wybrać można też jej wygląd (niewiele opcji), imię i nazwisko oraz płeć.

Najważniejszym elementem wpływającym na to jak będzie wyglądała rozgrywka jest wybrana klasa. To właśnie ona w nieco nienaturalny sposób zawęża możliwości wyborów jakie można poczynić podczas gry. Przede wszystkim określa dostępne profesje, a co za tym idzie pulę budynków, które będzie mogła wznieść postać. Piekarz będzie mógł na przykład wznosić coraz lepsze piekarnie. Alchemik będzie mógł z kolei zacząć swą karierę od niepozornej apteki, by skończyć na pulpicie wybitnego profesora lub tronie czarnoksiężnika. Możliwości jest mnóstwo. Powodzenie w każdej z karier uzależnione jest od stopnia zaawansowania w głównych umiejętnościach danej klasy. Pewnym odstępstwem od powyższych zasad rozwoju postaci jest polityka, którą z powodzeniem uprawiać mogą przedstawiciele wszystkich klas. Wystarczy, iż charakteryzują się wysoką charyzmą i talentem krasomówczym.

Gra toczy się na jednej z gotowych map (Niemcy, Francja, Anglia). Do wyboru są trzy tryby rozgrywki. W trybie dynastii gracz musi dbać o to, by nie wygasła linia jego rodu. W trybie eliminacji zwycięzcą zostaje ten, który zlikwiduje pozostałych oponentów. Tryb gry wolnej umożliwia natomiast grę tak długo póki starczy ochoty.

Grać zaś można na pozór i latami. W artykule poświęconym realizmowi w grach zapowiadałem Guild 2 jako szansę na przełom. Miało być przede wszystkim tak swobodnie i realistycznie pod względem życiowym jak nigdy dotąd.

Niestety twórcom nie udało się w pełni zrealizować tych założeń. Początek jest bardzo obiecujący. Zaczynamy jako nikomu nieznany osobnik, który dysponuje pewnym kapitałem i wyuczonym fachem. Jeżeli nie zdecydujemy się na karierę polityczną lub przestępczą to pozostanie nam wzniesienie podstawowego budynku danej klasy i uruchomienie pierwszej manufaktury.

Nieprzypadkowo wspominam właśnie o manufakturze. Głównym celem gry jest bowiem zdobycie potęgi i wielkiego majątku. Bądź przy pomocy sprytu, bądź dzięki prężnie działającemu imperium ekonomicznemu. Założenie to sprawuje się więcej niż doskonale przez góra kilkanaście tur.

Głównym problemem gry jest to, co miało być jej wielkim atutem. Autorzy zapowiadali świat tętniący niezależnym życiem. Wirtualną krainę, w której gracz będzie mógł prowadzić własne życie na tle żywotów setek innych mieszkańców. Póki dysponujemy jednym zakładem i skupiamy się wyłącznie na tym, by wyjść jakoś na plus ze sprzedaży mieczy, piwa, krówek czy ziółek wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jednakże wraz z upływem czasu okazuje się, że świat gry nie tylko jest bardzo mały (maksymalnie 4 miasta), ale i nie działa jak trzeba.

Kłopoty dotyczą przede wszystkim prawa podaży i popytu, czyli czegoś co w grze ekonomicznej powinno być podstawą. Autorzy zamierzyli sobie, iż żyjący własnym życiem świat będzie idealnym tłem dla sukcesów gracza. Właśnie temu wydają się służyć ograniczenia klasowe (a dokładnie te związane z profesjami). Zasada jest tu prosta. Piekarz nie ma na przykład prawa kupić chociażby malutkiego pola żyta i spróbować zrobić z niego mąki, bo jest to domeną farmera. Jedyne co mu wolno to kupić surowiec na targu i wypiec z niego chleb. Można byłoby to przeżyć gdyby nie fakt, że wraz z rozwojem gry dochodzi do wielkiego absurdu. Powszechną praktyką jest bowiem to, iż biznesy prowadzone przez SI w bliżej nieokreślonych okolicznościach plajtują i nie są zastępowane przez nowe. Prowadzi to do załamania się podaży, a w efekcie problemów z pozyskiwaniem surowca. W prawdziwym świecie sprawy tego typu regulowane są przez proste mechanizmy rynkowe. Na polu boju zostaje bądź duży producent, bądź też pojawiają się nowi o ile tylko jest zapotrzebowanie na dane dobra. W Gildii tak jednak nie jest. Po upływie kilkunastu tur, SI nie potrafi ani zakładać nowych biznesów, ani wyczuwać koniunktury.

Pewnym rozwiązaniem dla tej sytuacji jest małżeństwo z postacią innej klasy. W Gildii mariaże służą wyłącznie zwiększeniu możliwości biznesowych i stworzeniu szansy na potomstwo. Jak to wykorzystać? Banalnie. Wystarczy, iż mąż będzie uprawiał poletko obsiane żytem, a żona będzie prowadzić piekarnię. Sytuacja taka gwarantuje piękny monopol w cenie ślubnej obrączki. Tym bardziej silny, iż transport dóbr na rynki innych miast trwa kilka minut.

Oprócz pełnej swobody i realnego świata, autorzy obiecywali też bogate opcje społeczne. Ich podstawą miał być system urzędów. Niestety i tutaj nie wyszło tak jak wyjść powinno. Urzędy istnieją tak jak to obiecano. Można na nie aplikować. Każdy urząd gwarantuje nie tylko określoną płacę, ale i odpowiednie przywileje lub obowiązki. W każdym mieście działa też rada miasta, która zbiera się niemal co turę i głosuje nad ważnymi dla osady sprawami. Ba! Są nawet procesy, w których przedstawiane są konkretne dowody. W czym więc problem? W tym, że zabrakło wyważenia i solidnych fundamentów. Przede wszystkim kariera polityczna jest nieopłacalna. Mimo szeregu przywilejów najlepsze urzędy dają mniej złota niż mały zakład kowalski. Gra nie oferuje też prawie żadnych możliwości wpływania na otoczenie. W zasadzie mieszkańców osady można tylko i wyłącznie przekupywać. Szwankują też same mechanizmy społeczno-polityczne. Cóż bowiem z tego, iż wystaramy się o urząd skoro kilka sekund po nominacji do ratusza przybiegnie pół wioski z wnioskiem o usunięcie nas z urzędu tak dla samej zasady i bez jakiegokolwiek uzasadnienia? Na szczęście luki w grze są na tyle spore, iż wrogów politycznych możemy mieć w poważaniu, gdy mamy dobre relacje z szefem rady. Wystarczą one bowiem do odrzucenia wniosku o usunięcie nas z rządowej posady. Dlaczego? Bo na 99% głosowań nie przychodzi nikt poza przewodniczącym. Nierzadko brakuje nawet zainteresowanych stron.

Sytuacji nie ratuje nawet starzenie się postaci czy możliwość zatrudniania ludzi z ulicy. Starzenie staje się wręcz przekleństwem przez to, iż każda z tur trwa aż cztery miesiące czasu gry.

Nienajlepiej jest też z wydajnością. Im dłużej gramy tym gorzej wszystko działa mimo sprzętu zgodnego z wymaganiami. Owszem. Oprawa audiowizualna jest bardzo solidna, ale nie aż tak by gra tego typu klatkowała.

Rozczarowuje też nieco polonizacja. Najgorzej wypadają tu opisy w dymkach pomocy i dymkach opisowych. Autorzy silili się na ton "zgrywusa", ale wyszło to po prostu niesmacznie. Łatwo też natknąć się na bardzo długie zdania i cegły stylistyczne. Nie tylko niewiele one znaczą, ale i są bardzo nieprzyjemne dla oka. Zdarzają się też wpadki logiczne. W jednym z opisów wyczytać np. możemy, iż stolarz zajmuje się wyrobem m.in. "krzyżyków ochronnych". Jeśli zastanawiacie się o co chodzi to spieszę z odpowiedzią. Prawdopodobnie o drewniane krucyfiksy. Podobnych kwiatków jest więcej. Nie ma jednak sensu się czepiać. Lokalizacja wyszła jak wyszła. Dla wielu graczy będzie atutem, ale co wrażliwsi mogą się poczuć zawiedzeni.

Kupić więc, czy nie kupić? Niestety radzę sobie odpuścić jeśli oczekiwaliście po tej grze przełomu i realizmu. Nie jest to jednak gra beznadziejna. Mimo swych błędów Gildia oferuje bardzo wiele możliwości. Dzięki czterem klasom głównym i dziesięciu profesjom naprawdę jest co budować, co produkować i czym handlować. Uczciwie powiedzieć trzeba, iż G2 ma w sobie na tyle dużo innowacyjnych koncepcji i interesujących możliwości, że warto rzucić okiem chociażby na wersję demo. Być może spodoba się wam ona na tyle, by wybaczyć grze co cięższe grzeszki. Zresztą nawet z nimi trudno w obecnych czasach o lepszy przykład na to jak wiele naturalności brakuje hitowym erpegom. Być może ktoś w końcu zrobi grę, która połączy najlepsze cechy Obliviona z najlepszymi cechami Guilda. Gdy to nastąpi, powstanie gra wszechczasów. Obyśmy doczekali tego momentu. Tego i wam i sobie życzę.
Plusy
- Mnóstwo ścieżek kariery
- Wiele towarów i budynków
- Możliwość zatrudniania ludzi z "ulicy"
- Możliwość dowolnego wyboru małżonki
- Tytuły społeczne
- Lokalne życie polityczne
- Mimo wszystko jakiś powiew świeżości
- Najbardziej naturalna ze wszystkich "erpegów" ostatnich lat
Minusy
- Błędy dyskwalifikujące grę jako strategię ekonomiczną
- Kłopoty z SI (np. z automatycznymi dostawami)
- Słaba optymalizacja kodu
- Miejscami irytująca polonizacja
- Zmarnowany potencjał

Przejdź do encyklopedii:

Komentarze

Brak komentarzy dla tego artykułu.

Napisz swój komentarz

Pole nieobowiązkowe

Przepisz kod

Przeładuj obrazek

Najnowsza wideorecenzja

Zobacz pozostałe

Najnowsze trailery

zobacz wszystkie

Minecraft: Xbox360 Edition 0:29
The Last of Us: Joel and Ellie Truck Ambush 1:36

Hitman: Sniper Challenge Launch Trailer 1:47
Hitman Rozgrzeszenie gameplay - napisy PL 2:33