Age of Empires III: The WarChiefs
Podoba Ci się ten artykuł?
Jak na dodatek przystało, tytuł oferuje nam nową kampanię singleplayer, nazwaną "Ogień i Cień". Składa się ona z piętnastu misji posklejanych ze sobą tak, aby utworzyć dwa odrębne akty. Tło fabularne tradycyjnie dotyczy dziejów wyeksploatowanej już rodziny Blacków, a miejscem akcji jest Ameryka, za czasów kolonistów rzecz jasna. Należy przy tym od razu dodać, że autorzy dołożyli nam trzy nowe, indiańskie nacje, które dołączyły do ośmiu państw europejskich. Premierowe narody to Irokezi, Siuksowie oraz Aztekowie. Sęk w tym, że w kampanii poznajemy głównie pierwszą frakcję. Druga pojawia się dopiero pod sam koniec przygody. Trzecia natomiast została zupełnie pominięta i możemy sprawdzić jej walory dopiero w trybach skirmish oraz multi. Stąd też "Ogień i Cień" nie powinien być traktowany jako największy atut The WarChiefs. Po pierwsze z tego względu, że nie prezentuje wszystkich walorów add-onu, a po wtóre dlatego, że gwarantuje nam rozrywkę zaledwie na 10-12 godzin.
Panom z Ensemble Studios należy się pochwała za efektowny i bogaty interfejs. Z racji tego, że w grze przewija się kilka wątków i postaci historycznych (np. Jerzy Waszyngton), autorzy zadbali o ciekawe opisy bohaterów. Pokusili się również o dostarczenie solidnych danych na temat terenów, w jakich przychodzi nam walczyć (Andy, Kalifornia itp.). Rozwinięto również pomysł specjalnych kart, z pomocą których możemy tworzyć własne talie - modyfikatory zdolności. Wspomnianych przedmiotów są teraz setki, dzięki czemu jesteśmy w stanie ułożyć sobie kombinację, która zwiększy limit produkowanych przez nas jednostek, doda im umiejętności bojowych czy też umożliwi uzyskiwanie większych ilości surowców. Do tego dochodzi jeszcze mnóstwo innych bonusów, jakie możemy sobie wyczarować, odpowiednio rozkładając 21 starannie wyselekcjonowanych kart.
Wracając do premierowych nacji - rzeczą naturalną jest, że Indianie różnią się między sobą pod wieloma względami. Pomijam tutaj sferę wizualną, chcąc skupić się na rzeczach naprawdę istotnych, a mianowicie typach jednostek wojskowych. Irokezi dysponują solidnym zapleczem artyleryjnym, mając na swym wyposażeniu chociażby armaty oraz muszkiety. Dzięki temu radzą sobie nie tylko w początkowych fazach gry, ale również w okresie późniejszym, gdy walczące z nimi europejskie państwa rozwiną już swoją militarną technologię. Szkoda, że nieco słabiej prezentują się szeregi Siuksów, u których czołową rolę odgrywa kawaleria, a także Azteków, szczycących się szybką i wytrzymałą piechotą. Nacje te są w stanie stłamsić wroga swoją liczebnością, ale w obliczu starcia z oddziałami wyposażonymi w broń palną ich szanse na zwycięstwo drastycznie maleją.
Dużym ułatwieniem dla graczy jest obecność indiańskich wodzów, będących odpowiednikami kolonialnych odkrywców. Panowie ci poza efektownymi strojami mają również wiele innych zalet, przydatnych szczególnie na polu bitwy. Dość powiedzieć, że ich obecność w naszych formacjach wpływa zbawiennie na działanie podległych im wojowników. Żołnierze, w pobliżu których znajduje się wódz, potrafią zadawać oponentom większe obrażenia, są szybsi i wytrzymalsi. Z tego też względu zawsze warto mieć w swej kadrze wojskowej któregoś z cenionych przywódców. Wśród pozostałych jednostek przydałoby się jeszcze zwrócić uwagę na azteckie jaguary, zaliczane do… tamtejszej piechoty.
Odchodząc na moment od spraw bitewnych, wspomnę, że rzadko spotykaną nowinką jest wprowadzenie nowego "budynku" przeznaczonego wyłącznie dla Indian, a mianowicie Paleniska. Jest to miejsce, wokół którego odbywają się liczne uroczystości, jak np. pogańskie modły i tańce. Wbrew pozorom ognisko nie ma jednak funkcji wyłącznie rozrywkowej, bo dzięki odprawianym przy nim rytuałom uzyskujemy liczne nagrody. Gdy zapędzamy do tegoż miejsca większą grupkę mieszkańców naszej osady, rozpoczynają oni swe obrzędy, a my otrzymujemy możliwość szybszego wydobywania surowców, gromadzenia doświadczenia albo też dane nam jest wypróbować którąś z nowych technologii. Te, jak i inne kosmetyczne niuanse decydują o osłabieniu frakcji ze Starego Kontynentu, dlatego też programiści z Ensemble Studios przewidzieli coś również dla Europejczyków. Budynkiem tym jest Saloon, w którym możemy werbować najemników. Co ciekawe, w budowli tej da się bez problemu kupować nawet tak egzotyczne jednostki jak wojownicy ninja. Mała rzecz, a cieszy. Na dobrą sprawę zarówno sfera militarna, jak i ekonomiczna mają po jednej wadzie. Pierwszej z nich można wytknąć brak szyków bojowych, dzięki którym moglibyśmy uporządkować chaos panujący w naszych oddziałach. Druga natomiast zniechęca ograniczoną liczbą jednostek, jakie możemy przydzielać do poszczególnych czynności w ramach pracy w naszej osadzie. Nie są to jednak przewinienia wielkiego kalibru, które mogłyby zdyskredytować dodatek do Age of Empires III w oczach wieloletnich fanów.
Niezwykle interesującym aspektem gry jest opcja wszczęcia rewolucji, którą uzyskujemy po wejściu w Erę Przemysłową. Za sprawą kilku kliknięć możemy zbuntować się przeciwko swoim mocodawcom i rozpocząć działania na własną rękę. Jeśli więc podlegamy królowi hiszpańskiemu, to po wywołaniu rewolty będziemy czynić starania w kierunku stworzenia własnego państwa, niezależnej społeczności. Wtedy to nasza ludność przeistoczy się w żołnierzy, a posiadana przez nas talia kart zamieni się w talię rewolucji. Opcję tę warto wykorzystać wtedy, gdy nie wiedzie nam się zbyt dobrze w stosunkach z innymi nacjami i jesteśmy coraz częściej zmuszani do wybierania ryzykownych rozwiązań.
Najciekawszym trybem The WarChiefs jest jednakże multiplayer, w którym nie jesteśmy już skazani na łaski i niełaski Sztucznej Inteligencji, lecz możemy wreszcie powalczyć z żywym przeciwnikiem (testując przy okazji zdolności bojowe Azteków). Do naszej dyspozycji oddano 27 sporych map, do których dorzucono także ważną opcję dyplomatyczną - pakt o nieagresji. Po podpisaniu tego zobowiązania przez kilkadziesiąt minut możemy spokojnie rozbudowywać swoje miasto, nie bojąc się, że zostanie ono spalone przez obcego najeźdźcę. Na plus trzeba zaliczyć również prosty w obsłudze edytor plansz, dzięki któremu możemy kreować kolejne tereny.
Do mocnych stron The WarChiefs należy ponadto bardzo estetyczna oprawa wizualna. Gra doskonale ukazuje dobrodziejstwa trzeciego Pixel Shadera, a animowane w niej jednostki nie ustępują swą prezencją bohaterom lansowanym w konkurencyjnych produktach. Jeżeli chodzi zaś o warstwę dźwiękową, można wypowiadać się o niej jak najbardziej pozytywnie. Wszystko za sprawą dobrej, pasującej do wojennego klimatu gry, muzyki. Słabiej wypada natomiast polski dubbing, w którym część aktorów podkładających głosy brzmi nieco sztucznie. Niedoróbki zlokalizowanej wersji RTS-a CD Projekt zrekompensował jednak niską ceną gry, tudzież wydaniem jej w pakiecie z podstawową wersją AoE III. Jednak nawet bez tego udogodnienia dodatek obroniłby się sam. Rozszerzenie do sztandarowej strategii Ensemble jest bowiem wzorcowym przykładem na to, jak rozwinąć pomysły z "podstawki". The WarChiefs to dzieło niezwykle solidne, utrzymane na najwyższym poziomie, jeśli chodzi o rozwiązania zarówno strategiczne jak i fabularne. Z tego też względu warto zainteresować się tą pozycją, choćby po to, aby spojrzeć na kolonizację Ameryki z kilku, odmiennych perspektyw. Dla fanów wojny i ekonomicznych zagwozdek - pozycja obowiązkowa.
- multiplayer
- talie kart
- zbyt krótka kampania

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.