Combat Wings
Podoba Ci się ten artykuł?
Podobnie jak większość programów tego typu, Combat Wings traktuje o konflikcie amerykańsko - japońskim z 1942 r. Nie uświadczymy tu jednak sceny ataku Japończyków na Pearl Harbor, co jest pewnym novum, jeśli idzie o takie gry. Kampanię zaczynamy już w samym środku zmagań, gdy USA na dobre wydobyło się z izolacjonizmu. W trybie fabularnym możemy kierować maszynami tylko jednaj nacji - USA. Misji jest tu 21 i trzeba przyznać, że nie są zbyt rozbudowane. Ja w momencie gdy się na dobre zawziąłem ( bo przez swoją głupotę straciłem sejwy z pierwszych 10 misji) to skończyłem ją w jedno popołudnie - wieczór. Dla zagorzałych fanów myśliwców Zeke pozostawiono natomiast tryb swobodnego lotu gdzie mamy okazję pilotować nie tylko jego, ale i dwadzieścia innych (amerykańskich i japońskich łącznie). Długo się w ten sposób pograć nie da, ale zawsze można spróbować.
Z racji tego, że jest to zręcznościówka, nie mamy, co oczekiwać rozbudowanego systemu pilotażu, podobnie jest z misjami. Te również są proste jak konstrukcja cepa. A to trzeba kogoś osłaniać, to znowu zasiąść za stacjonarną spluwą i pruć do nadlatujących bombowców. Znajdzie się też miejsce na akcję, podczas której znajdziemy się w samolocie, jako człowiek odpowiedzialny tylko i wyłącznie za strącanie przeciwników ze specjalnej "wieżyczki" strzeleckiej ulokowanej w samym centrum wehikułu. Emocji jest wtedy, co nie miara, bo jesteśmy samym swym położeniem narażeni na ciągłe ataki niemiluchów. Powiem od razu, że mnie taki układ pasuje jak najbardziej. Nie jestem fanem super hiper skomplikowanych symulatorów (no może z wyjątkiem samochodówek - Grand Prix Legends nadal rządzi!), więc z ulgą przyjąłem fakt, że sterowania nie muszę uczyć się przez kilka dni, a zadania przede mną stawiane nawet nie będą próbowały dorównać stopniem komplikacji tym, jakim autentycznie stawiali czoła piloci podczas drugowojennych zmagań. Do pełnej kontroli nad samolotem wystarczą w zupełności klawiatura i myszka. Klawiszami W i S kontrolujemy prędkość, myszką natomiast wskazujemy kierunek lotu i co chyba najważniejsze - celujemy. Sami widzicie, że nie ma w tym nic skomplikowanego. Dodatkową frajdę sprawia to, że kaemy, których używamy mają nieograniczony zasób amunicji, możemy więc strzelać i strzelać (trzeba tylko uważać by nie przegrzać broni). Gdyby ktoś się jeszcze nie zorientował, że gramy w czystej wody zręcznościówkę, to proponuję zerknąć na to jak dużą celność posiadamy. Podczas jednego wypadu byłem w stanie rozbić nawet ok. 20 wrażych maszyn, a odległość, z jakiej już można śmiało zaliczyć trafienie wywołuje tylko i wyłącznie śmiech.
Kolejnym aspektem, który na pewno wstydu Combat Wings nie przynosi jest grafika. Wszystkie latadełka, jakie spotkamy odwzorowane są z dość dużą dokładnością. Niczego sobie jest też aura, która potrafi zaskakiwać. W jednej chwili słońce może zajść za chmury, jeśli długo latamy, to niewykluczone, że będziemy świadkami zmiany pory dnia (noc→dzień, dzień→noc). Rozpadające się samoloty nie wyglądają tak jak powinny, a przynajmniej nie tak jak bym oczekiwał tego od gry z 2006 roku. Nienajlepiej przedstawiają się też wnętrza maszyn. To na szczęście zbytnio nie razi, bo do wyboru mamy kilka kamer, więc niekoniecznie trzeba pilotować z widokiem na kabinę. Spodobał mi się też pomysł z pokazywaniem tego, co się aktualnie dzieje, ale z innej perspektywy, w prawym górnym rogu ekranu. Obraz tam przedstawiony stylizowany jest na taśmę z lat 40-tych i przynajmniej w mojej pamięci pozostawił po sobie bardzo dobre wspomnienia.
Niestety muszę też trochę Combat Wings skrytykować. Po pierwsze za audio. To, co słyszymy zupełnie nie oddaje wojennego klimatu. Nie dość, że cały czas przygrywa nam dość nowoczesna muzyka (nie usłyszymy tu ani jednej melodii, którą śmiało można by skojarzyć z tym właśnie okresem) to kompletnie zepsuto odgłosy wydawane przez samoloty. Strasznie irytowało mnie to co dobiegało do mych uszu, w momencie gdy oddawałem się rozstrzeliwaniu wrogów. W każdym razie to, co imituje prawdziwy karabin maszynowy w Combat Wings w ogóle się nie sprawdziło. Podobnie mieszane uczucia miałem z dźwiękami silników - denerwujące popyrkiwanie. Lektor nakreślający nam nasze cele i instruujący w trakcie zadań brzmi sztucznie, zupełnie jakby nie przygotował się do swojej roli (a może po prostu taki słaby z niego aktor?).
W tym momencie wrócę jeszcze do strony fabularnej, bo jeden z jej aspektów trzeba potraktować niewątpliwie in minus. Strasznie się wściekłem, gdy podczas jednego z lotów zniszczyłem olbrzymi tankowiec japończyków, a w następnej misji on znowu zagrażał moim jednostkom. Oznacza to po prostu tyle, że niezależnie od tego, z jakim skutkiem zakończymy zadanie, to i tak historia potoczy się swoim biegiem. Trochę dziwne rozwiązanie, bo można chyba było trochę zmienić rzeczywistość, by bardziej urealnić zabawę. Zwracam jednak uwagę, że to najzwyklejsza strzelawa, więc takie niedociągnięcia scenariusza nie mogą być traktowane zbyt ostro.
Za złe mam też Combat Wings to, że troszkę gryzła się z moim komputerem. Na początku, zaraz po instalacji musiałem stoczyć małym bój, żeby zechciała się uruchomić. Dopiero, gdy pomieszałem trochę w sterownikach do mojej karty, gra odpaliła. Sprawdzałem to na innych kompach i na żadnym oprócz mojego podobne problemy nie wystąpiły. Tak czy inaczej ostrzegam, by uprzedzić przykre rozczarowanie któregoś z czytelników.
Jeśli lubisz gry opowiadające o II wojnie światowej, odpowiadają ci założenia prostych, hamujących myślenie strzelanek, lub po prostu chcesz odreagować ciężki dzień w szkole/pracy/uczelni to Combat Wings jest propozycją w sam raz dla Ciebie.
- nie wymaga myślenia
- wciągająca
- słabe audio
- trochę zbyt krótka

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.