Act of War: Direct Action
Podoba Ci się ten artykuł?
Act of War daje nam szansę pokierowania nowoczesną wojną, przy użyciu współczesnej technologii zmieszanej nieco z wynalazkami przyszłości. Wypada od razu zaznaczyć, że AoW nie wnosi wiele nowego do gatunku strategii, lecz czerpie pełnymi garściami rozwiązania z takich gier jak Command & Conquer: Generals czy Red Alert 2. Należy jednak zastanowić się nad tym, czy istniałby sens wprowadzania na siłę nowych, komplikujących rozgrywkę innowacji? Wydaje mi się, że nie. Act of War doskonale naśladuje serię C&C, a nawet ją przewyższa.
W grze dostępne są trzy nacje: USA, Consortium oraz Task Force Talon. Każda z nich posiada inne, niepowtarzalne jednostki, budynki i cechy oraz zmusza gracza do stosowania odmiennych taktyk. USA dysponuje bardzo silnymi jednostkami powietrznymi i naziemnymi, Consortium do mistrzostwa opanowało technologię niewidzialności zaś zaletą Task Force Talon jest mobilność. Niestety, kampania dla pojedynczego gracza obejmuje jedynie działania USA wraz z podległym im Task Force Talon. Nie jest nam dane pokierować drugą stroną konfliktu, jaką jest Consortium. Zasady rozgrywki są proste. Rozbudowa bazy, struktur obronnych, zabezpieczenie surowców, produkcja jednostek. To standardowe zadania, jakie stawia przed nami Act of War. Cele naszych misji są pozornie podobne: musimy coś lub kogoś ochraniać, bronić się przed atakami przeciwnika bądź zniszczyć go doszczętnie. Nie ma tutaj jednak czasu na nudę. Kampania została zaprojektowana na wzór prawdziwego filmu, pomiędzy i w trakcie misji obejrzymy przerywniki z prawdziwymi aktorami, nakręcone specjalnie na potrzeby AoW. Całość wywiera na graczu niemałe wrażenie; często można poczuć się jakby znajdowało się w samym środku dobrego thrillera.
Najważniejszym aspektem gry jest oczywiście walka. Twórcy AoW zadbali o jej porządne przedstawienie na ekranach naszych monitorów. Starcia jednostek wyglądają efektownie, wybuchy, wystrzały i unoszący się po nich dym zostały dopracowane w każdym calu. Co ciekawe, jeśli uderzymy pociskiem artyleryjskim w budynek, z trafionej ściany pozostaną jedynie gruzy rozsypane po ulicy, a dłuższy ostrzał spowoduje iż budowla stanie w płomieniach. Czołgi, helikoptery, samoloty, bombowce i broń taktyczna o ogromnej sile rażenia - to część arsenału jaki znajdziemy w grze. Jednak sam ciężki sprzęt nie znaczyłby wiele bez wsparcia ludzi. Dużą rolę odgrywają tutaj żołnierze wyposażeni w karabiny maszynowe, bazooki czy też oddziały Delta Force. Warto też wspomnieć, że do praktycznie KAŻDEGO budynku na mapie możemy wprowadzić piechotę, nie tylko do środka, ale nawet na dach! Daje to wiele możliwości taktycznych. Niestety, nie ma róży bez kolców - każdy, kto z grą dłużej pobędzie, zorientuje się, że nie ma tutaj tak ważnej opcji jak dobór formacji! Nasze jednostki domyślnie układają się w kwadraty i nie ma innego sposobu na to jak ręczne ich porozstawianie. Programiści najwyraźniej nie pomyśleli o tym, że gracz być może chciałby automatycznie rozstawić swoje jednostki w pozycji linii bądź jakiejkolwiek innej.
Jedną z największych zalet Act of War jest grafika. Nie muszę chyba wspominać o tym, że całość przedstawiona jest w pełnym trójwymiarze, dzięki czemu pole bitwy możemy oglądać obracając dowolnie kamerą. Modele piechoty, pojazdów i wygląd całego otoczenia zostały wykonane z najwyższą starannością. Autorzy położyli szczególny nacisk na odwzorowanie miast - wyglądają one niczym prawdziwe, głównie dzięki realistycznie przedstawionym budynkom. Mało tego: gdy przyjrzymy się wszystkiemu bliżej, ujrzymy takie szczegóły jak znaki drogowe, przystanki autobusowe, budki telefoniczne, płotki, hydranty i inne elementy charakterystyczne dla współczesnego miasta. Dodatkową zaletą jest wielkość map, niektóre z nich są naprawdę ogromne. Niestety, drobną przeszkodą w ogarnięciu wszystkiego co dzieje się na ekranie może być praca kamery, nie pozwala ona na zbyt duże oddalanie widoku.
Gra została dostosowana do wyświetlania dużej ilości jednostek na mapie. Nie ma nic lepszego od bronienia swoich pozycji przed nacierającym wrogiem. Zmierzające w naszym kierunku dziesiątki czołgów, helikopterów i bombowców rozbijających się (lub siejących zniszczenie, jeśli nie przygotujemy się na atak przeciwnika) o naszą obronę robią ogromne wrażenie. Często zdarza się, że na polu bitwy pozostają ranne jednostki, zestrzeleni piloci helikopterów czy załoga czołgów. Naszych rannych żołnierzy można odwieźć helikopterem bądż pojazdem medycznym do szpitala, gdzie szybko wrócą do sił i znów będą gotowi do walki. Jeśli jednak wróg dobierze się do nich pierwszy, wtrąci ich do więzienia, gdzie będą oni... generować dla niego pieniądze. Jak? Tego twórcy produktu nie wyjaśnili, ale przyznać trzeba, że pomysł jest bardzo ciekawy i w znacznym stopniu urozmaica rozgrywkę. Więźniowie z czasem stają się naszym jedynym źródłem dochodów, gdy na mapie wyczerpią się wszystkie podstawowe źródła gotówki, czyli pola ropy naftowej oraz banki. Te ostatnie, gdy są okupowane przez naszych żołnierzy, co chwilę nabijają nam ilość dolarów na naszym koncie.
Zdecydowanie największym atutem AoW jest tryb multiplayer. Rozgrywka z żywym przeciwnikiem wciąga do reszty, można całkowicie stracić poczucie czasu i zapomnieć o realnym świecie. Tutaj nie ma czasu na nudę - nawet jeśli strzały ucichną, układanie planów ataku i rozbudowa bazy dosłownie wsysają do monitora. Niestety w wypadku walki z komputerowym przeciwnikiem, właśnie w trybie wieloosobowym, łatwo przewidzieć jego ruchy. AI prawie zawsze stosuje tą samą taktykę - stara się zarzucić gracza atakami po kilka pojazdów, wysyłając je co chwilę, nieraz na pewną śmierć. A gdy poziom jego finansów zbliży się niebezpiecznie blisko zera, okazuje się że nie zbudował żadnych fortyfikacji ani nie pozostawił jednostek do obrony. Drużyna dwóch lub większej ilości komputerowych przeciwników jest znacznie trudniejsza do pokonania, ale jednak ich ataki są nieskoordynowane, co znacznie osłabia ich siłę.
AI posiada mimo wszystko pewne mocne strony - te pozornie niegroźne, szybkie ataki po kilka jednostek są czasami śmiercionośne w skutkach. Czasem też komputer uczy się na własnych błędach - jeśli atak frontalny zawiedzie, spróbuje zajść nas od tyłu bądź od boku. Co ciekawe, AI w kampanii dla pojedynczego gracza zachowuje się znacznie lepiej - jest wyraźnie oskryptowane dla każdej kolejnej misji. Niesie to ze sobą niestety pewne problemy: jeśli nie będziemy bezpośrednio podążać za rozkazami naszych przełożonych, może się okazać, że w pewnym momencie każą nam oni zniszczyć bazę przeciwnika, którą przecież zdążyliśmy już zrównać z ziemią kilkanaście minut temu.
Ważnym elementem gry jest taktyka. Rzucając naszych ludzi na ufortyfikowany przez wroga budynek mieszkalny mamy niskie szanse przeprowadzenia udanego ataku - najprawdopodobniej żołnierze zginą zanim uda im się dotrzeć do celu. Znacznie bardziej trafnym pomysłem jest wysłanie ich w transporterze opancerzonym pod samo wejście bądź wykurzenie przeciwnika ze struktury za pomocą artylerii. Takich taktyk i zależności pomiędzy jednostkami jest oczywiście więcej. Jeśli wróg jedzie przez miasto z całą dywizją pancerną, dobrym pomysłem jest zabarykadowanie ludzi z bazookami w budynkach. Nawet jeśli nie zniszczą wszystkich nadchodzących jednostek, zadadzą przeciwnikowi spore starty.
Efekty dźwiękowe są w porządku. Nie ma żadnych rewelacji, ale wszystko brzmi jak należy, zarówno głosy jednostek jak i odgłosy walki zostały dopracowane. Act of War niestety jednak nie jest produkcją doskonałą. Tryb multiplayer daje bardzo dużo radości i w zasadzie spędza się nad nim znacznie więcej czasu niż nad kampanią single player, ale jest on nieco ograniczony - jedynym możliwym trybem walki jest deathmatch, a jedyną opcją dostosowania rozgrywki jest wybór graczy (do 8 zależnie od mapy) do drużyn i ewentualne dodanie komputerowego przeciwnika. Nie można ustawić ilości surowców ani niczego innego. Fakt ten jednak rekompensuje ilość map - jest ich aż 17, i nawet jeśli wydawałoby się to małą liczbą, jest całkowicie wystarczająca na wiele dni i tygodni dobrej zabawy. Podsumowując: AoW cechuje ciekawa fabularnie i porządnie zrealizowana kampania dla pojedynczego gracza oraz bardzo wciągający multiplayer. Żaden fan strategii nie powinien ominąć tego tytułu. Pomimo kilku potknięć, jak do tej pory jest to dla mnie kandydat na RTS roku.
- ciekawa kampania single player
- duże mapy
- grafika
- brak możliwości ustawiania formacji
- mało opcji w trybie multiplayer

Komentarze
Brak komentarzy dla tego artykułu.